Wszelkie informacje, zdjęcia i materiały na temat Chwałowic mile widziane i żmudnie poszukiwane. Proszę się nimi dzielić, a być może znajdzie się też dla nich miejsce w tym miejscu. email: bagyage@gmail.com

Wpisy z tagiem: II wojna światowa

niedziela, 20 listopada 2016
Pomnik upamiętniający rozbicie przez BCH hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w Chwałowicach

pomnikBCH1

Fot. Ł. Smaga 24.06.2011

W 1982 r. w Chwałowicach, w sąsiedztwie budynku Nadleśnictwa Małomierzyce, przy drodze z Nowej Wsi do szosy Iłża – Lipsko, odsłonięty został pomnik upamiętniający rozbicie przez oddział Batalionów Chłopskich hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w Chwałowicach. Oddziałem ze zgrupowania Jana „Ośki” Sońty kierował Tadeusza „Baca” Wojtyniak, zaś brawurowa akcja partyzantów z dnia 28 lipca 1944 r. doprowadziła do przejęcia ważnych planów odcinka frontu Sandomierz – Puławy, dużej ilości broni, w tym maszynowej, a także amunicji.

pomnikBCH2

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

pomnikBCH3

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

pomnikBCH4

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

Uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się przy asyście warty honorowej Ludowego Wojska Polskiego i udziale przedstawicieli władz lokalnych i wojskowych, uczniów miejscowych szkół oraz mieszkańców Chwałowic i okolic. Pomnikiem przez lata opiekowali się uczniowie Szkoły Rolniczej i Szkoły Podstawowej w Chwałowicach oraz organizowane przy nim były uroczystości w rocznice ważnych wydarzeń z okresu II wojny światowej, a także ślubowania zuchów i harcerzy.

pomnikBCH5

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

pomnikBCH6

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

pomnikBCH7

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

Do usytuowanego na masywnym podeście głazu o charakterystycznym kształcie przykręcona została żeliwna tablica, na której wyryto następującą inskrypcję: „W TYM MIEJSCU 28-VII-1944 PARTYZANCI BATALIONÓW CHŁOPSKICH ZE ZGRUPOWANIA JANA SOŃTY – „OŚKI” POD DOWÓDZTWEM TADEUSZA WOJTYNIAKA – „BACY” W ZACIĘTEJ WALCE ROZBILI OCHRONĘ SZTABU DYWIZJI NIEMIECKIEJ >>CHWAŁA ICH MĘSTWU<< W 38 ROCZNICĘ WALKI KOŁO ZBoWiD w IŁŻY”.

pomnikBCH8

Fot. z kolekcji J. Czarneckiego

pomnikBCH9

Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

sobota, 28 sierpnia 2010
Rozbicie hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w Chwałowicach

Autor: Władysław Gołąbek

W lipcu 1944 r. Tadeusz „Baca” Wojtyniak i Lucjan „Piast” Urban ustalili, iż w Chwałowicach, stacjonujący w budynku nadleśnictwa hitlerowski sztab dywizyjny w sile około 150 ludzi jest w posiadaniu ważnych planów odcinka frontu Sandomierz - Puławy. Ponadto dowiedzieli się, że znajduje się tam duża ilość broni, zwłaszcza maszynowej, oraz znaczny zapas amunicji.

Jan „Ośka” Sońta polecił „Hiszpanowi” i „Bacy” opracować założenia do wykonania akcji. Przeprowadzenie wywiadu zlecono „Smutnemu” i Władysławowi „Katonowi” Maciejewskiemu. „Katon” wkrótce zameldował, że w najbliższą niedzielę Niemcy kwaterujący w nadleśnictwie urządzają przyjęcie w ogrodzie. Opracowany plan działania oparty był na zastosowaniu podstępu. Założenie przewidywało, że kilkudziesięcioosobowy oddział, przebrany w mundury niemieckie, uda się do nadleśnictwa w dzień, wejdzie na dziedziniec, szybko rozbroi wartowników, otoczy znajdujących się tam hitlerowców i zdobędzie budynki. Wykonanie zadania zlecono „Bacy”.

Mapa

W nocy z 27 na 28 lipca oddziały zgrupowania weszły w lasy małomierzyckie i zakwaterowały w pobliżu leśniczówki Antoniów, oddalonej od Chwałowic ponad trzy kilometry. Tu postanowiono wypocząć przed akcją i poczynić ostatnie przygotowania.

Żołnierze mający udać się z „Bacą” jeszcze przed wymarszem zostali podzieleni na kilka grup. Wyznaczono dowódców i przydzielono im zadania. Chodziło bowiem o to, aby akcja wykonana była jak najsprawniej. Liczono się z tym, iż po pierwszych strzałach mogą nadciągnąć z pomocą stacjonujący w pobliżu Niemcy. Dlatego też druga kompania pod dowództwem „Hiszpana” otrzymała rozkaz dojścia na skraj lasu w okolice gajówki Prędocin, oddalonej od budynków nadleśnictwa około kilometra, i przygotowania tam zasadzki. Brano bowiem pod uwagę i tę okoliczność, że zaskoczenie może się nie udać. Wtedy zaszłaby konieczność natychmiastowego przyjścia z pomocą oddziałowi „Bacy”.

Nazajutrz, w niedzielę 28 lipca 1944 r., o godzinie szesnastej „Baca” wraz z 50 ludźmi w mundurach Wehrmachtu wyruszył do Chwałowic. Oddział składał się z Polaków i 7 Gruzinów - samych ochotników. Chcąc zachować wszelkie pozory maszerującego oddziału niemieckiego, uformowali się w kolumnę trójkami i porozumiewali się w języku niemieckim. Ponadto postanowili ominąć kilka wsi i podejść do nadleśnictwa od strony Iłży. Z tej strony Niemcy najmniej mogli spodziewać się partyzantów. Po wyjściu z lasu. Droga biegła wśród pól ogołoconych po niedawno skoszonym zbożu. Ustawione mendle stanowiły tu jedyną osłoną. Gdy mijali zagrody ludzkie, śpiewali na cały głos: „Heili, heilo…”. Zaledwie 50 ludzi, pozorując oddział niemiecki, szło w biały dzień rozbroić ponad 150 żołnierzy frontowych, stacjonujących w okolicy, gdzie co kilka kilometrów znajdują się duże jednostki wojskowe, a co kilkanaście, a nawet kilka minut przejeżdżają szosą Iłża - Lipsko, odległej zaledwie o kilkaset metrów, kolumny samochodów z żołnierzami niemieckimi na front. Po wejściu do Chwałowic oddział mijał siedzących w cienistych sadach żołnierzy niemieckich. Również tuż przed budynkiem szkoły rolniczej rozłożyła się na trawie grupa Niemców. Patrzyli obojętnie na maszerujący oddział. Dzień był wyjątkowo słoneczny i ciepły.

Oddział powoli zbliżał się do nadleśnictwa słysząc z oddali przytłumioną melodię walca i głośne śmiechy. Przy bramie zarysowały się sylwetki wartowników. Chłopcy trójkami, z bronią na ramieniu, minęli pierwszą i drugą bramę oraz dwa posterunki. Wartownicy salutowali, pozdrawiając niemieckim „Heil!” „Baca” odpowiadał również: „Heil!”. Po wkroczeniu oddziału na dziedziniec nadleśnictwa muzyka ucichła. Wśród zebranej dużej grupy Niemców widać było jakieś poruszenie. Partyzanci nie zastanawiali się nad tym. Każdy z nich wiedział, że jest tylko jedno wyjście - zachować spokój i wykonać powierzone zadanie, ściśle według ustalonego planu działania. Co chwilę zerkali ukradkiem w stronę, gdzie ustawiona była broń w kozły, szukając gorączkowo w myślach sposobu odcięcia od niej zgromadzonych Niemców.

„Baca” spokojnie skierował oddział w stronę skupiska Niemców. Zanim jednak zdołał go zatrzymać, spośród grupy żołnierzy niemieckich wysunął się oficer i ruszył wprost do „Bacy”. Gdy dzieliło ich już tylko kilka kroków, „Baca” zatrzymał oddział i równocześnie błyskawicznie wydobywając pistolet krzyknął: - „Hande hoch!”. Oficer w przerażeniu zaczął się cofać. „Baca” oddał do niego kilka strzałów. Chłopcy, jak na komendę, zajęli wyznaczone stanowiska, otaczając kołem zgromadzonych na dziedzińcu hitlerowców. Rozpoczęła się gwałtowna walka. Na zewnątrz budynku zadanie zostało wykonane sprawnie i szybko. Zanim znajdujący się tam Niemcy ochłonęli z pierwszego wrażenia, byli już w niewoli u partyzantów. Uciekających chwytali ludzie Stefana „Kielni” Piątka, stanowiący ubezpieczenie. Tylko niewielu Niemcom udało się zbiec.

Znacznie trudniej było zdobyć budynki. Znajdowało się tam stosunkowo dużo Niemców, którzy, mając dogodne stanowiska, bronili się zażarcie. Padł rozkaz: - „Ogień broni maszynowej na budynki!”. Grupa wyznaczona do zdobywania budynków ruszyła do ataku. Stanisław „Alan” Dziekan oddał kilka długich serii, Tadeusz „Miły” Salamończyk, Bolesław „Cios” Szczepanowski, Edward „Orzeł” Gołąbek, „Piast”, Jan „Ułanek” Wdowiak, „Żyrko”, „Repcio” i „Krzysztof” rzucili granaty do wewnątrz budynku, po czym sami wpadli do środka. Musieli zdobywać dosłownie każde pomieszczenie. Niemcy stawiali zaciekły opór, przechodząc nawet do walki wręcz. Tak na przykład „Cios” szamocąc się z hitlerowcem, wyrywając mu iparabellum, został ugryziony w rękę. „Miły” prowadził wymianę strzałów z dwoma hitlerowcami, stojącymi zaledwie o kilka kroków od niego. Rzucony przez „Piasta” do pokoju granat, rozstrzygnął tam walkę. Jednak w innych częściach budynku raz po raz słychać było gęste strzały. Na korytarzach i w pokojach leżeli zabici i ranni. Wszędzie widać było porzuconą broń i inne przedmioty. Ale w takiej chwili nikt nie myślał o ich zbieraniu. Walka toczyła się nieomal o każdą futrynę, o każdy pokój, o każdy zakątek korytarza. Partyzanci w dalszym ciągu rzucali granaty, co załamało ostateczny opór wroga. Niemcy poddali się a budynki zostały zdobyte. Na niemieckie samochody chłopcy szybko załadowali jeńców, broń, amunicję, żywność i różne materiały, plany, mapy, zdjęcia. Nie było czasu na sprawdzanie, co to jest i czy w ogóle na coś się przyda. Właściwa segregacja miała nastąpić znacznie później, dopiero w lesie. „Żyrko” wraz z kilkoma Gruzinami ruszyli z całym transportem z łupem do obozu zgrupowania.

„Baca” sprawdzając stan oddziału stwierdził, że są wszyscy, tylko jeden lekko ranny. Tymczasem przy odwrocie zauważono w pobliżu szkoły rolniczej i wsi Piłatki ożywiony ruch oddziałów niemieckich. W połowie drogi między zabudowaniami nadleśnictwa a lasem powracający oddział został nagle zaatakowany przez oddziały okupanta, nadciągające z pomocą. Hitlerowcy chcąc odciąć drogę powrotu, zaatakowali jednocześnie z dwóch stron: od nadleśnictwa i wsi Prędocin. „Baca” zdawał sobie sprawę z tego, że przyjęcie walki w otwartym polu, gdzie za osłonę mogły posłużyć jedynie przydrożne, rzadko rosnące drzewa, mendle zboża i płytkie bruzdy, z przeważającą liczebnie siłą wroga było bezcelowe i z góry skazane na niepowodzenie. W tej sytuacji należało, ostrzeliwując się, jak najszybciej wycofać się do lasu. „Baca” skierował oddział w stronę stanowisk kompanii „Hiszpana”, tym samym naprowadzając Niemców na przygotowaną tam zasadzkę.

Chcą okrążyć „Bacę” duża grupa Niemców wpadła wprost na stanowiska przygotowanej zasadzki. I naraz huraganowy ogień kompanii „Hiszpana” osadził ich na miejscu. Długie serie broni maszynowej wstrzymały natarcie Niemców i przycisnęły ich do ziemi. Ogień nieprzyjacielski stał się mniej skuteczny. Osłabły ich śmiałe i bezustanne ataki. W kompanii „Hiszpana” skuteczny ogień prowadził pluton cekaemów, zajmując dogodne stanowiska ogniowe, zwłaszcza na prawym skrzydle. Bitwa toczyła się z całą zaciętością, lecz szybko okazało się, że partyzanci rozstrzygnęli ją na swoją korzyść. Padł rozkaz przygotowania się do natarcia. Kompania „Hiszpana” przeszła do kontrataku jednocześnie z dwóch stron. Pluton cekaemów skutecznie wspierał plutony nacierające na pozycje nieprzyjaciela. Śmiały i zdecydowany atak załamały całkowicie obronę nieprzyjaciela. Hitlerowcy wycofali się. Po zapadnięciu zmroku oddziały partyzanckie wróciły do obozu z dwoma rannymi, w tym jednym ciężko. Straty Niemców wyniosły 20 zabitych, wielu rannych i 29 wziętych do niewoli.

W nocy kilku ludzi pod dowództwem „Miłego” przetransportowało ciężko rannego Gruzina „Felczera” na stałą kwaterą do „Wuja” w Pcinie. Tej samej nocy przerzucono również obóz o kilkanaście kilometrów w głąb lasów małomierzyckich. Następnego dnia placówki partyzanckie zawiadomiły „Ośkę”, że z Chwałowic zabrano wielu gospodarzy jako zakładników za wziętych do niewoli Niemców. Oświadczono im, że tak długo będą przebywać w areszcie, aż wrócą uprowadzeni Niemcy. Jeżeli nie wrócą, czeka ich śmierć. W tej sytuacji po odbyciu narady z kolegami, „Ośka” przeprowadził z jeńcami rozmowę i następnego dnia postanowiono wypuścić ich na wolność. Niemcy warunków dotrzymali - zwolnili gospodarzy jeszcze tego samego dnia. Cały dzień żołnierze segregowali zdobytą broń, oporządzenie i różne dokumenty. A było tego sporo. Broń i amunicję, która nie była na razie potrzebna, przewieziono do magazynów.

W zdobytych materiałach znalazły się również poszukiwane plany operacyjne i zdjęcia lotnicze odcinka frontu Puławy - Sandomierz. W kilka dni później te cenne materiały zostały przekazane dowództwu Armii Czerwonej.

 

Tekst opracowano na podstawie wspomnień Władysława „Boryny” Gołąbka, zawartych w książkach jego autorstwa: W oddziałach Batalionów Chłopskich na Kielecczyźnie, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1958, s. 202-211, Bez rozkazu, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1966, s. 339-349. Z książek tych pochodzą również zamieszczone w tekście zdjęcia.