Wszelkie informacje, zdjęcia i materiały na temat Chwałowic mile widziane i żmudnie poszukiwane. Proszę się nimi dzielić, a być może znajdzie się też dla nich miejsce w tym miejscu. email: bagyage@gmail.com
Kategorie: Wszystkie | Chwałowice | Iłża | region radomski | region świętokrzyski
RSS
niedziela, 12 marca 2017
Skaryszewskie „Wstępy” 2017

Tara1

Fot. z http://fundacjatara.info/te-ktore-wspolnie-uratowalismy/

W dniach 6 i 7 marca odbyły się jak co roku „Wstępy”, czyli Skaryszewski Jarmark Koński, będący „imprezą” handlowo-folklorystyczną o kilkusetletniej tradycji powstałą w wyniku przeobrażenia przywileju targowego nadanego Skaryszewowi przez króla Władysława IV Wazę w 1633 roku. Zjechali na nią jak zwykle „imprezowicze” nie tylko z regionu, ale również z całego kraju, a także z zagranicy, aby eksponować, oglądać, sprzedawać i kupować konie, głównie pociągowe, przeznaczane najczęściej na rzeź. Rozrywka dla ludzi a dla zwierząt gehenna w czasie załadunku, transportu, rozładunku, uboju. Chlubą Skaryszewa pozostaje rola przystanku w tym scenariuszu. Chlubą, zbudowaną na bezwzględnej eksploatacji zwierzęcia, paradoksalnie tak chętnie wykorzystywanego przy definiowaniu tradycji polskości. Janusz Wilatowski w książce „Koń w życiu polskiem. Rys historyczno-obyczajowy” (Warszawa 1927) jakże lapidarnie ujmował rolę konia w dziejach kraju: „Tak więc już od zarania dziejów stosunek człowieka do konia na ziemiach polskich układa się w splot uczuć mistycznego uwielbienia, poważania i miłości. I nie mogło być inaczej. Koń pomocnik człowieka w wiekuistej walce z przyrodą, podpora pracy w polu podczas borykania się, aby spoistą jałowość leśnej nowiny zamienić w urodzajne pole, koń uczestnik łowów na grubego zwierza, bohaterski pomocnik walk z wrogiem, koń towarzysz trudów, niebezpieczeństw wywczasów – musiał być tym stworzeniem najbliższym człowiekowi, które otoczone opieką dodawało panu swemu zaszczytu i tylu wielkich korzyści. (…) Zamiłowanie do konia leży w każdym z Polaków. Bowiem jest ono jednym z pierwiastków polskiej kultury, podświadomym instynktem płynącym we krwi polskiej, zamiłowaniem i zainteresowaniem dziedzicznem. Zbyt dużą rolę odgrywał koń w życiu polskiem, aby zamiłowanie to nie zostało zakorzenione głęboko we krwi każdego polskiego pokolenia.”. Skaryszewska archaiczna tradycja w osobliwy sposób daje świadectwo owemu zamiłowaniu. Na szczęście pomimo zapijaczonych gęb, głupkowatych uśmieszków, wyzwisk, podbijania cen, wolontariuszom fundacji „Tara”, „Centaurus” i innych organizacji społecznych udało się wykupić kilkadziesiąt koni, którym dane będzie ot po prostu przeżyć i umrzeć w naturalny sposób.

Tara2

Fot. z http://fundacjatara.info/te-ktore-wspolnie-uratowalismy/

Zdjęcia uratowanych w Skaryszewie koni pochodzą ze strony Fundacji Tara.

Tara3

Fot. z http://fundacjatara.info/te-ktore-wspolnie-uratowalismy/

piątek, 01 stycznia 2016
Dwór w Prędocinie

Prędocin1

Front budynku dworskiego. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Drewniany dwór znajdujący się w miejscowości Prędocin-Kolonia w gminie Iłża został wzniesiony około 1870 roku przez ówczesnego dzierżawcę Mokijewskiego. Od początku XX wieku do 1939 roku jego właścicielem był Stanisław Herniczek herbu Kotwicz (1863-1944). Po zakończeniu II wojny światowej, majątek upaństwowiono i utworzony został PGR.

Prędocin2

Front budynku dworskiego. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Prędocin3

Elewacja wschodnia budynku dworu. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Obiekt nawiązuje architektonicznie do willi w typie szwajcarskim, wznoszonych na terenie zaboru rosyjskiego oraz stylistycznie, głównie w zakresie dekoracji i detalu architektonicznego do rozwiązań stosowanych w architekturze drewnianej w Rosji tego okresu.

Prędocin4

Park na tyłach dworu. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Prędocin5

Budynek dworu od strony parku. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Dekoracja snycerska i detal architektoniczny zachowały się niemal kompletnie. Budynek stanowi przykład oryginalnej architektury drewnianej w regionie radomskim. Odznacza się bogactwem form architektonicznych i wyjątkowym na tym terenie detalem snycerskim, naśladującym elementy architektury murowanej (profilowane gzymsy, fryz zdobiony rzeźbionymi wieloliśćmi, płaskorzeźbione pilastry i ozdobne obramienia otworów okiennych i drzwiowych z ozdobnymi naczółkami). Częściowo zachowała się też drewniana stolarka okienna i wewnętrzna stolarka drzwiowa, a także drewniana klatka schodowa.

Prędocin6

Drzwi wejściowe w elewacji wschodniej budynku. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Prędocin7

Bramka do parku na tyłach dworu. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Budynek dworski został wpisany do Rejestru Zabytków Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków pod numerem 463 decyzją z dnia 6 maja 2014 r. Znajduje się on na terenie zabytkowego parku z XVIII wieku, wpisanego do Rejestru Zabytków Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków pod numerem 514 decyzją z dnia 4 grudnia 1957 r.

Prędocin8

Zabudowania gospodarcze. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Opracowano na podstawie: http://mwkz.pl/archiwum-aktualnosci-lista/762-kolejny-zabytek-na-mazowszu, http://www.radompowiat.pl/875,rejestr-zabytkow.html

piątek, 26 lipca 2013
Wyścig Pokoju 1973

Wesemann

Wolfgang Wesemann (NRD)

logo

Największy amatorski wyścig kolarski po II wojnie światowej w Europie Wschodniej organizowany był od 1948 do 2006 r. W roku 1973, od 9 do 26 maja odbyła się 26 edycja wyścigu na trasie Praga - Warszawa - Berlin o długości 2076 km. Uczestniczyło w nim ponad 100 zawodników z Polski, Wielkiej Brytanii, Australii, Czechosłowacji, Francji, Belgii, Kuby, Związku Radzieckiego, Danii, NRD, Holandii, Włoch, Bułgarii, Rumunii, Norwegii, Węgier i Maroka. Zwyciężył Ryszard Szurkowski wyprzedzając Stanisława Szozdę i reprezentanta Związku Radzieckiego Waleriego Lichaczowa. W kwalifikacji drużynowej pierwsze miejsce zajął polski zespół w składzie: Andrzej Kaczmarek, Zbigniew Krzeszowiec, Lucjan Lis, Mieczysław Nowicki, Stanisław Szozda i Ryszard Szurkowski.

Szozda

Stanisław Szozda (Polska)

VIII etap wyścigu odbył się na trasie Marcule - Radom. 40 kilometrową trasę (czasówkę) z czasem 53 min. 34 sek. wygrał zwycięzca całego wyścigu Ryszard Szurkowski.

Szurkowski

Ryszard Szurkowski (Polska)

Rodian

Kjell Rodian (Dania)

Gilchrist

Alexander Gilchrist (Wielka Brytania)

Trevorrow

John Trevorrow  (Australia)

Szarafulin

Rinat Szarafulin (ZSRR)

Kuhn

Wolfram Kuhn (NRD)

Fotografie z kolekcji J. Czarneckiego.

niedziela, 11 listopada 2012
Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu

logo

alojzów

Zagroda z Alojzowa. Fot. Ł. Smaga 13.07.2012

Powstanie muzeum zostało poprzedzone szeregiem inicjatyw społecznych. W latach 60-tych XX w. powołany został Dział Etnograficzny przy ówczesnym Muzeum Regionalnym w Radomiu (obecnie muzeum im. Jacka Malczewskiego), z inicjatywy którego w 1968 r. otwarto skansen bartniczo-pszczelarski. W 1972 r. powstał Społeczny Komitet Budowy Skansenu Ziemi Radomskiej, a w 1974 r. Społeczny Komitet Budowy Parku Etnograficznego Ziemi Radomskiej, który zlecił prof. Józefowi Gajkowi z Wrocławia opracowanie „Projektu Scenariusza Etnograficznego Parku Ziemi Radomskiej”. Według autora projektu zabytkowe budynki przenoszone do muzeum powinny być eksponowane w zespołach tworzonych w oparciu o kryteria etniczne i środowiskowe, zaś samym obiektom architektury ludowej miały towarzyszyć uprawy polowe, sady, ogródki przyzagrodowe  i zwierzęta. W 1975 r., w oparciu o scenariusz prof. J. Gajka, dr Stefan Rosiński opracował „Etnograficzne założenia realizacyjne Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu”. W muzeum, na obszarze liczącym 50 ha miało znajdować się 287 budynków dawnego budownictwa wiejskiego. Zespół budynków wiejskich miał być poszerzony o zespół ogólny składający się z obiektów sakralnych, dworu szlacheckiego, szkoły i karczmy oraz zespół małomiasteczkowy. Projekt przestrzenno-urbanistyczny opracował mgr inż. arch. Tadeusz Derlatka. Muzeum zostało powołane do życia 31 grudnia 1976 r. na mocy decyzji wojewody radomskiego, potwierdzającej przyznaną wcześniej lokalizację przy ulicy Szydłowieckiej,  po obu stronach ulicy Nadrzecznej. Od 1 stycznia 1977 r. przystąpiono do realizacji koncepcji dr. S. Rosińskiego i w tym samym roku zestawiono pierwszy zabytkowy obiekt - spichlerz z Wilkowa oraz przeniesiono skansen bartniczo-pszczelarski. W 1980 r. w spichlerzu z Wilkowa pokazano dwie pierwsze wystawy: „Kultura ludowa Ziemi Radomskiej” oraz „Życie i twórczość Jana Kochanowskiego w rzeźbie i malarstwie ludowym na szkle”. Uroczyste otwarcie spichlerza, wystaw i skansenu bartniczo-pszczelarskiego nastąpiło 23 czerwca 1980 r. i tę datę uznaje się za oficjalne otwarcie Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu. Pierwszym dyrektorem Muzeum został dr Stefan Rosiński.

Kościół Wolanów

Kościół pod wezwaniem św. Doroty z Wolanowa z XVIII w. Fot. Ł. Smaga 13.07.2012

W latach 90-tych w wyniku reformy administracyjnej utrzymanie Muzeum powierzono Zarządowi Województwa Mazowieckiego. W 1996 r. dyrektor mgr Małgorzata Jurecka opracowała nowe założenia etnograficzne, a mgr inż. arch. Tadeusz Derlatka nową koncepcję urbanistyczno-architektoniczną. W 2005 r. Muzeum obejmowało obszar o powierzchni 32 ha, na którym zestawiono 61 obiektów dawnego budownictwa wiejskiego, a wiele zmagazynowano, aby następnie zmontować. W kolejnych latach podejmowane były działania mające na celu zwiększenie ekspozycji. Muzeum posiada również kilkanaście tysięcy eksponatów ruchomych, w tym kolekcje pojazdów, maszyn rolniczych, naczyń miedzianych, uli i narzędzi pszczelarskich, tkanin i sztuki ludowej.

Chomentów

Zagroda z Chomentowa z 1905 r. Fot. Ł. Smaga 13.07.2012

Muzeum Wsi Radomskiej (26-600 Radom, ul. Szydłowiecka 30) położone jest na obrzeżach Radomia, tuż przy trasie E77 Warszawa-Kraków. Wejście do muzeum znajduje się od ul. Stawowej (dojazd od ul. Krychnowickiej). Do muzeum można dojechać autobusami komunikacji miejskiej nr  14, 17. Z dworca PKP i PKS dojazd linią nr 14; kursy na tej linii odbywają się jedynie w dni powszednie. Od 1 października do Niedzieli Palmowej Muzeum jest czynne: od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 15.30, zaś w soboty i niedziele od 10.00 do 15.00.

Kłonówka

Zagroda z Kłonówka z XIX w. Fot. Ł. Smaga 13.07.2012

Opracowano na podstawie: M. Jurecka (red.), Muzeum Wsi Radomskiej. Przewodnik, Radom 2005, s. 4-7, http://www.muzeum-radom.pl

niedziela, 15 lipca 2012
Wiatrak w Wierzchowiskach Pierwszych

wiatrak1

Fot. Ł. Smaga 14.07.2012

W miejscowości Wierzchowiska Pierwsze obok Jawora Soleckiego zachowały się pozostałości wiatraka. Był to budynek drewniany o konstrukcji szkieletowej, typu koźlak. Takie wiatraki znajdowały powszechne zastosowanie do produkcji mąki na przełomie XIX i XX wieku. Resztki konstrukcji są widoczne z drogi z Iłży do Lipska (ok. 1-2 km za Jaworem Soleckim po prawej stronie, mniej więcej na wysokości przystanka autobusowego zlokalizowanego po lewej stronie drogi).

wiatrak2

Fot. Ł. Smaga 14.07.2012

wiatrak3

Fot. Ł. Smaga 14.07.2012

wiatrak4

Fot. Ł. Smaga 14.07.2012

czwartek, 18 listopada 2010
Zwoleńska scena hc/punk lat 90-tych (cz. 1)

Wywiad z Arkiem, wokalistą zespołu RODE MOR.

1. W jaki sposób punk dotarł do Zwolenia? Jak bardzo był popularny, jak wyglądał i kto tworzył ten ruch w latach 80-tych i 90-tych? Punk dotarł do Zwolenia w latach 80-tych. To były czasy Jarocina itd. Pamiętam pierwszą ekipę punkową w Zwoleniu. Irokezy itd. Jak na takie miasto byli to ludzie wręcz legendarni. Oczywiście dla większości mieszkańców negatywnie. To tak jak w tekście „Wariat” REJESTRACJI. W latach 90-tych powstała nowa ekipa w jakiś bliżej nieokreślony sposób. Byli ludzie, którzy się tym interesowali. Stworzyła się taka nasza lokalna scena undergroundowa. Wszyscy się wspólnie spotykali. Można powiedzieć, że to był taki zbiór ludzi o alternatywnych zainteresowaniach. Oczywiście nie było podziału na punków, metali itd. W małomiasteczkowości jakakolwiek odmienność budzi i niesie za sobą nietolerancję i niezrozumienie. Dlatego trzymaliśmy się razem. Do legendy przeszła chyba dla ludzi z tamtych czasów knajpa „Pączek” gdzie mogliśmy się spotykać.

2. Jaki był odbiór ruchu hc/punk ze strony społeczności zwoleńskiej, władz miasta? W tamtych czasach nikt nie zadawał sobie trudu nad zrozumieniem tego typu zjawisk. W powszechnym odbiorze społecznym one były utożsamiane wprost z patologią. Tak to mniej więcej wyglądało. Uczciwie też trzeba powiedzieć, że dzięki paru osobom o otwartych umysłach były wtedy dość często koncerty w Miejskim Domu Kultury. Nawet kiedyś próby. Potem każdy działał na własną rękę.

Rode Mor

3. Jakie zespoły tworzyły scenę hc/punk w Zwoleniu? Pierwszym zespołem, który ja ogarniam dobrze pamięcią była NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ. Zespół założony przez młodych wtedy chłopaków grający mocny hc/punk około 1993 r. To na ich koncertach zawsze była najlepsza zabawa. Grali chyba najwięcej też po okolicach. NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ w pierwszym składzie to: Michał vel „Sedes” vel „Witek” (wokal, gitara), Przemek vel „Stasio” (bas), Mariusz vel „Jawek” (perkusja). Potem doszedł do nich Tomek vel „Tołdi” na drugą gitarę. W tym czasie „Tołdi” z Mariuszem vel „Mańkiem” (bas) i Marcinem vel „Wózkiem” (perkusja) tworzyli PRZEPOMPOWNIĘ ŚCIEKÓW. Oczywiście to też była punkowa kapela. Oba te zespoły w naturalny sposób stopniowo ewoluowały. W tym czasie w Zwoleniu istniało też sporo metalowych grup, które w sposób oczywisty były też w tej naszej ekipie. Nazw jednak już bardzo nie kojarzę. Potem powstały kolejne kapele: RODE MOR i 10 LUSTRO. Wcześniej staraliśmy się zrobić z kolegą Jarkiem, który był taką dość napędową siłą tamtej sceny ciekawy projekt taki zimnofalowy pod nazwą BEZ ZNACZENIA. Nie udało się jednak tego ciągnąć dłużej. Następnie założyliśmy RODE MOR. Dość długo chodził mi po głowie pomysł na granie. Nie był może zbyt oryginalny, bo chodziło o mieszanie hc/punk z reggae, ale miał się opierać na kreatywności, wymyślaniu czegoś ciekawego z ambitnymi tekstami. Ogólnie wynikało to z charakteru podejścia do zagadnienia hc/punk. Ja osobiście bardziej zawsze się utożsamiałem z hard core i ze sceną amerykańską niż z ruchem punk w stylu „no future”. Z grubsza chodziło o to żeby mieć jakiś cel w życiu i tworzyć. Działać kreatywnie. Tak to wtedy widziałem. RODE MOR w pierwszym składzie to: Agnieszka vel „Pajda” (wokal, później klawisze), Arek vel „Bednar” (wokal), Mariusz vel „Maniek” (bas, ex - PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW), Tomek vel „Tołdi” (gitara, ex - PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW), Marcin vel „Wózek” (perkusja, ex - PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW). Można powiedzieć, że cała PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW plus ja z Agnieszką. Oczywiście z założenia chcieliśmy grać zupełnie co innego. Po jakimś czasie za „Wózka” doszedł „Witek” (Michał vel „Sedes”, wokal, gitara i główny macher NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI i 10 LUSTRA, który grał u nas akurat grał na perkusji). Równolegle „Witek” tworzył swoją nową, bardzo ciekawą kapelę 10 LUSTRO. To była duża ewolucja w stosunku do NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI. Skład zespołu tworzyli: Michał vel „Sedes” vel „Witek” (wokal, gitara), Tomek vel „Tołdi” (gitara), Przemek vel „Stasio” (bas), Magda (klawisze), Marcin vel „Guzman” (perkusja). Trwało to wszystko tak mniej więcej do 1997 r. W tym czasie studiowałem już w Łodzi, jedną nogą byłem w zupełnie innym świecie. Później wyjechałem na dobre ze Zwolenia. Nie wiem co się działo dalej.

4. Mógłbyś napisać parę słów na temat zwoleńskich zinów? „Inwigilację” i „Licentia Poetica” tworzyliśmy z Radkiem vel „Benym” moim bratem oraz z grupą przyjaciół m.in. „Mańkiem”. Naturalna potrzeba pisania spowodowała, że zrobiliśmy 3 numery „Inwigilacji”, w której staraliśmy się przeprowadzać wywiady z ciekawymi z naszego punktu widzenia zespołami ówczesnej sceny hc/punk. Można powiedzieć, że to była większość dobrze znanych zespołów takich jak: SCHIZMA, APATIA, POST REGIMENT, INKWIZYCJA, EWA BRAUN itd. Oczywiście „Inwigilacja” to nie tylko muzyka i wywiady. Staraliśmy się też prowadzić część tzw. artystyczno - publicystyczną. Na pewno tworzenie tego zina to było bardzo ciekawe doświadczenie dla nas i przyjemne spędzanie czasu. Równolegle sporo się interesowaliśmy literaturą, zwłaszcza poezją stąd pomysł na art zine „Licentia Poetica”.

5. Czy były jeszcze jakieś inne inicjatywy związane ze zwoleńskim środowiskiem hc/punk? Mieszkając w Radomiu w internacie uczestniczyłem w różnych tamtym czasie inicjatywach, akcjach proekologicznych itp. W Zwoleniu raczej nie było tego typu zjawisk. Każdy rozwijał swoją, że tak to nazwę świadomość indywidualnie. Oczywiście była to dość liczna grupa, myślę około 50 osób. Różni ludzie, różne pomysły.

6. Jak wyglądały koncerty w Zwoleniu? Koncerty najczęściej się odbywały w Domu Kultury. Te były najliczniejsze i najciekawsze. Potem pamiętam koncerty nawet u „Witka” przed domem, a także w wielkiej hali po magazynach zbożowych gdzie głównie grały zespoły disco polo (hehe). Fajne koncerty odbywały się też w sąsiednich miastach.

7. Na ile silne mieliście kontakty z ludźmi i zespołami z innych miejscowości? Z racji prowadzenia „Inwigilacji” mieliśmy sporo znajomości po całej Polsce. Korespondencja (pocztowa wtedy jeszcze), sporo jeździliśmy na koncerty. Najbardziej pamiętam wizyty w Pile i Dąbrowie Górniczej. Na pewno też kumplowaliśmy się z ludźmi ze wszystkich ościennych miejscowości.

Zwoleńska scena hc/punk lat 90-tych (cz. 2)

Wywiad z Arkiem, wokalistą zespołu RODE MOR.

8. Czy obecnie członkowie sceny zwoleńskiej angażują się w działalność kulturalną? Ciężki mi odpowiedzieć na to pytanie, czy w Zwoleniu w ogóle można obecnie mówić o scenie. To moje rodzinne miasto, ale po przeprowadzce do Poznania ponad 10 lat temu bywam tam bardzo, bardzo sporadycznie.

9. Zespoły NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ i RODE MOR związane były ze sobą dość silnie personalnie i towarzysko. Jakie były powody powstania dwóch zespołów? Chyba decydowały pomysły autorskie obu ekip i ludźmi z nimi związanych. Niby w sumie skład z grubsza ten sam, tylko inne osoby nadawały ton. Stąd różne wizje. Towarzysko wszyscy byli związani ze sobą, bo jak wiadomo wszyscy byliśmy jedną ekipą.

10. Skąd się wziął się pomysł na nazwę RODE MOR? Jej rodowód jest chyba duński? Któregoś dnia chyba „Pajda” przyniosła pisemka z twórczością „Rode Mor”. Jakoś nas to wciągnęło, zwłaszcza obrazy. „Rode Mor” to duński ruch artystyczny o zabarwieniu lewicowym. Do tego samo brzmienie tej nazwy - „czerwona matka”. To był początek lat 90-tych. Wszystko się zgadzało. Spodobało nam się i tak zostało.

11. Jak dużo koncertów zagrał RODE MOR? Które były najważniejsze, które najbardziej pozostały w pamięci? Specjalistą od koncertów była NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ. My zagraliśmy ich bardzo mało. Wynikało to między innymi z faktu, że studiując w Łodzi przyjeżdżałem do Zwolenia raz na dwa tygodnie. Wtedy robiliśmy próby. Najciekawszy koncert jaki pamiętam zagraliśmy w Puszczy Kozienickiej. Impreza w środku lasu, duża ekipa punkowa, wszystko jakoś kompletnie odjechane, nierealistyczne.

Niepełnosprawność

12. RODE MOR nagrał dwa materiały. Czy mógłbyś je porównać ze sobą zarówno pod względem tekstowym, jak i muzycznym? Pod względem tekstowym było podobnie. Dla mnie osobiście to było bardzo ważne. Chodziło o przekazywanie tekstów w muzyce. Taka poezja śpiewana inaczej. Wtedy byłem zafascynowany wieloma autorami. Najbardziej Wojaczkiem. Stąd „Na kamieniu serca”. W RODE MOR były też teksty Lipskiej, urywki Biblii i Wharton, który nie był Whartonem, czyli tekst: „Ze ściany”. Zabawna historia z tym kawałkiem. Graliśmy próby w takim ciekawym miejscu gdzie na ścianach każdy pisał na co miał ochotę. Pewnego dnia po prostu zacząłem fragment ze ściany śpiewać do nowego kawałka i tak zostało. Podpisane było Wharton, ale przyznam się szczerze nigdy u niego tego nie znalazłem. Wyszło śmiesznie. Kultowy wśród znajomych był inny tekst ze ściany: „Zwoleń domaga się dostępu do morza”. Muzycznie oba materiały są do siebie podobne. Po zmianie perkusisty zaczęliśmy grać trochę ostrzej. Doszły klawisze. Trafiła nam się okazja podsumować naszą działalność nagraniem w studiu. W tamtych czasach to była wielka gratka. Mieszkałem w akademiku w Łodzi, w którym działało radio studenckie „Żak”. Tam nagraliśmy drugą wtedy kasetę „AUTONOMIA”. Życie wymusiło to, że wokale były dogrywane 2 tygodnie później stąd na tym materiale śpiewam sam. Trochę z konieczności. Szkoda. Sporo tekstów było pisane pod dialog kobiety z mężczyzną.

13. Dlaczego drugie nagranie RODE MOR nie ukazało się nigdzie? To było podsumowanie naszej działalności. Po nim praktycznie zespół przestał istnieć. W tamtych czasach rzeczy odbywały się wolniej. Wydawanie czegokolwiek też. Nie chciałem tego robić byle jak. Zresztą nie mieliśmy takiej presji. Wyszło tak, że ten znacznie lepiej nagrany materiał nigdzie nie był dostępny. Pozostała jednak pamiątka i to ważne.

14. Słuchając nagrań NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI i RODE MOR odnoszę wrażenie, że twórczość tych kapel tworzy specyficzny klimat. Wydaje mi się, że powiązania personalne nie stanowią wystarczającego uzasadnienia takiego stanu rzeczy? Czyżby miał na to wpływ klimat miasta Zwolenia? Czy w ogóle uświadamialiście sobie, że tworzycie coś oryginalnego? Raczej nie uświadamiamy sobie. Osobiście jest mi miło, że ktoś tym się interesuje tym co robiliśmy. Klimat miasta był jedyny i niepowtarzalny wtedy. Przynajmniej dla nas. Materiały są mocno poetycko - refleksyjne przy dość mocnej jednak muzyce może stąd to wrażenie.

15. NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ i RODE MOR śpiewały teksty Rafała Wojaczka, Andrzeja Bursy. Dlaczego właśnie ci autorzy? Tak jak napisałem, dużo czytałem wtedy poezji, dużo pisałem. To samo robił wtedy Michał i inni. Chyba wszyscy. Tu trzeba zaznaczyć, że Zwoleń to miasto Jana Kochanowskiego. Wychowaliśmy się w tej atmosferze. Kochanowski to, Kochanowski tamto. Sporo osób coś tworzyło, a Janek był naszym dobrym duchem. Nie tylko w postaci pomnika, na którym często spotykaliśmy się towarzysko.

16. W tekstach RODE MOR, które są Twojego autorstwa, podobnie jak w niektórych utworach NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI również przez Ciebie napisanych, nie są poruszane klasyczne dla środowiska hc/punk tematy. Dominuje w nich świat wewnętrznych przeżyć człowieka. Z czego wynika taki kierunek twórczości i czy w ogóle nie pisałeś tekstów tzw. zaangażowanych? Zawsze pisałem dla siebie. Lubię i lubiłem. Taka metoda na prywatne katharsis. Tu nie chodziło o klasyczne schematy hc/punk, ale o przeżycia wewnętrzne i postrzeganie świata. Nie podejmuję się klasyfikowania tego. Nie mi to oceniać. Może zażartuję, że RODE MOR to była undergroundowa poezja śpiewana lub „Art Hard Core Reggae Punk”.

17. W jednym z Twoich utworów śpiewanym przez NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ pojawia się problem wiwisekcji. Jak istotną rolę odgrywała kwestia ochrony zwierząt w działalności zwoleńskiej sceny hc/punk i w życiu jej członków? Mieszkając w Radomiu w internacie brałem udział w wystawach poświęconych wiwisekcji. Bardzo silnie to na mnie wtedy oddziaływało. Stąd tekst „Wiwisekcja”. Michał chciał to śpiewać. Miło. Zrobili fajny kawałek.