Wszelkie informacje, zdjęcia i materiały na temat Chwałowic mile widziane i żmudnie poszukiwane. Proszę się nimi dzielić, a być może znajdzie się też dla nich miejsce w tym miejscu. email: bagyage@gmail.com
sobota, 14 lutego 2015
Hitlerowskie plany wobec Szkoły Rolniczej w Chwałowicach

W numerze 36 gadzinowskiego, polskojęzycznego „Kuriera Częstochowskiego” z dnia 13 lutego 1941 r. ukazał się przytoczony poniżej artykuł pt. „Przyszli pionierzy ulepszonej gospodarki. Pierwsze zawodowe szkoły rolnicze na terenie dystryktu radomskiego”:

Alfred Toepper

Przed kapliczką w Chwałowicach. Po lewej stronie Alfred Toepper, w latach 1942-44 kierownik Szkoły Rolniczej.

"Radom 12 lutego. Sprawa podniesienia poziomu gospodarki rolnej na terenie Generalnego Gubernatorstwa należy do bardzo ważnych i pilnych, zwłaszcza obecnie w okresie t. zw. gospodarki wojennej. Mimo bowiem wybitnie rolniczego charakteru obszarów Gubernatorstwa, kultura rolna stoi tu dotąd na poziomie na ogół bardzo niskim, wskutek czego wydajność ziemi jest niewielka a nędza na wsi bardzo wielka. Wprawdzie już przed wojną starano się o podniesienie poziomu gospodarki rolnej i hodowlanej a wysiłki w tym kierunku czynił zarówno samorząd gospodarczy, mianowicie Izby Rolnicze, które zakładały swoje szkoły rolnicze i utrzymywały specjalnych instruktorów rolniczych, jak i rząd przez finansowe popieranie tych wysiłków, ale owoce stąd nie zaznaczyły się jeszcze dość skutecznie. Obecnie przystąpiły władze niemieckie do zorganizowanej akcji w kierunku lepszego wyzyskania bogactw ziemi, a więc podniesienia poziomu gospodarki rolnej i hodowlanej celem zwiększenia wydajności rolnictwa i podniesienia skali życiowej polskiej wsi. Pierwszym krokiem w tym kierunku będzie powołanie do życia zawodowych szkół rolniczych i umożliwienie młodzieży wiejskiej wykształcenia się w zawodzie. Na terenie dystryktu radomskiego utworzone zostaną już w najbliższej przyszłości 3 takie szkoły, a mianowicie w Zwoleniu pod Radomiem, w Chwałowicach pod Iłżą i w Rożnicy pod Jędrzejowem. Kierownictwo tych szkół powierzono byłym ich kierownikom a grono nauczycielskie składać się będzie z sił fachowych. Program 1-rocznego kursu obejmuje poza lekcjami teoretycznymi ćwiczenia praktyczne na szkolnym polu doświadczalnym zarówno z zakresu rolnictwa i ogrodnictwa wraz z warzywnictwem jak z zakresu hodowli bydła, nierogacizny i drobiu. W zakresie rolnictwa praktyka i teoria obejmować będzie naukę intensyfikacji rolnictwa i wskazanie sposobów najkorzystniejszego uprawiania ziemi celem wzmożenia produkcji rolnej, a przede wszystkim stosowanie nawozów na wzór metod używanych w rolnictwie na zachodzie Europy. Chodzić także będzie o nauczenie młodego pokolenia rolników polskich odpowiedniego obchodzenia się z żywym inwentarzem, przede wszystkim więc o zwiększenie mleczności krów, która obecnie znajduje się na poziomie ubolewania godnym. W ten sposób przygotowana do swego zawodu młodzież wiejska będzie mogła nie tylko przyczynić się do zwiększenia produkcji rolnej kraju, ale także wzbogacić swoje własne gospodarstwa i zapewnić im większą rentowność. Bo według założenia władz niemieckich, mianowicie kierownictwa wydziału szkolnictwa zawodowego przy Dystrykcie w Radomiu, wychowankowie tych szkół mają być niejako pionierami wysoko postawionego rolnictwa na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Podniesienie poziomu rolnictwa i zwiększenie wydajności gospodarki rolnej na terenie Gubernatorstwa leży zresztą w interesie samej Rzeszy. Nauka w wymienionych zawodowych szkołach rolniczych będzie bezpłatna, a jedynie za utrzymanie w internatach przy tych szkołach opłacać będą wychowankowie około 25 zł miesięcznie. Drobny ten stosunkowo wydatek opłaci się stokrotnie, kiedy młodzież wróci z tych szkół na rolę i wykorzysta zdobyte tam wiadomości. Należy więc spodziewać się, że wiejska młodzież polska zgłosi się licznie do szkół rolniczych w Zwoleniu, Chwałowicach i Rożnicy, aby skorzystać z tak dobrej sposobności do taniego nabycia cennych wiadomości fachowych. Wszyscy młodzi wieśniacy, którzy pragną zdobyć wykształcenie zawodowe winni zgłosić się jak najprędzej do kierowników wymienionych szkół, celem uzyskania bliższych informacji i zapisania się na kurs. Otwarcie szkół nastąpi z dniem 1 kwietnia b. r. (rd)."

niedziela, 08 lutego 2015
Stanisława Gąsiorowska (1922 - 2015)

Pani Stasia

„Pani Stasia”, absolwentka Szkoły Rolniczej w Chwałowicach, a następnie pracująca w niej jako główna księgowa zmarła pod koniec stycznia tego roku. Na zdjęciu po prawej stronie.

środa, 14 stycznia 2015
Hieronima Łopacińskiego wybór iłżeckich śladów w przysłowiach, wyrażeniach i piosenkach.

stara Iłża

Hieronim Rafał Łopaciński herbu Lubicz, używający pseudonimu „Rafał Lubicz” to polski językoznawca i etnograf, historyk Lublina, członek Akademii Umiejętności w Krakowie. Urodził się 30 września 1860 roku w Ośnie Górnym a zmarł 24 sierpnia 1906 roku w Lublinie. Pozostawił po sobie spuściznę obejmującą ponad 160 prac naukowych. W opracowaniu „Okolice radomskie i sandomierskie w przysłowiach, wyrażeniach i piosenkach” zamieszczonym w Pamiętniku Świętokrzyskim za rok 1930 wydanym przez Wydawnictwo Wydziału Wojewódzkiego w Kielcach i Sekcji Regionalistycznej Związku Nauczycielstwa Polskiego (s. 324), Łopaciński zawarł wyniki swych językowych i ludoznawczych poszukiwań, wśród których nie zabrakło miejsca dla iłżeckich odniesień.

Łopaciński

„Najgłośniejszemi jednak, z powodu wybornych swych wyrobów garncarskich, byli w wiekach dawniejszych mieszkańcy Iłży. Już Łukasz Górnicki przytaczając w Dworzaninie polskim opowiadanie o figlarzu, co to czarnoksiężnika udawał, pisze, że ten „zmówił się z babą, która pod zamkiem krakowskim, niedaleko lodownice, garnce iłżyckie (iłżeckie) przedawała” (ks. II w wyd. Turowskiego, Kraków, 1857, str. 161; w wyd. warsz. z r. 1886, str. 130). Dobrą się widać sławą cieszyły wyroby iłżeckie. Starowolski w w. XVII stwierdza to w tych słowach: „Iłża, miasto murowane, sławne było dla garncarskiego rzemiosła po całej Polsce” (cytujemy według Kl. z Tańskich Hofmanowej – tom IX Pism, str. 348 w opisie Przejażdżki w Sandomierskie). Dowiadujemy się nadto, że garnki tamtejsze posyłane były w XVI i XVII wieku do Gdańska, a nawet do Szwecji (Starożytna Polska M. Balińskiego i T. Lipińskiego, wyd. II r. 1885, t. II, str. 467). Garnki iłżeckie miały nawet stosownie do formy różne ciekawe nazwy, które przytacza Kolberg (Radomskie, I, 73).”

stara Iłża2

„Grzegorz Knapski zachował w swym słowniku Thesaurus polono-latino-graecus (Kraków 1621-31), wyrażenie przysłowiowe: „Iłżeckie drzwi podobno” t. j. jakby z gliny zrobione, słabe; wskazuje ono jak znanem było miano Iłży. Najznakomitszą jednak może reklamę uczynił wyrobom iłżeckim Krzysztof Opaliński w Przedmowie do Satyr (wyd. I wyszło w r. 1650), gdzie czytamy wiersze następujące:

„Bo któżby się dla Boga trzymał w tym żelaznym
Wieku, gdy dawno złote minęły, a ledwo
Gliniany nam dziś został i to nie iłżecki””

Opaliński

„Wreszcie przytaczamy tu wspomnienia o wyrobach iłżeckich, jakie zachowało się w słynnych Morocosmeach Babińskich Achacego Kmity (1644), przedrukowanych w t. VI Historji literatury Polskiej Michała Wiszniewskiego, str. 619-623, przez A. Weryhę-Darowskiego w Przysłowiach (str. 110-115). Gdy w Babinie opowiadano niestworzone rzeczy, skąd urosło przysłowie: Musiał to w Babinie  słyszeć (Rysiński) i gdy opowiedział ktoś o tak głośnym dzwonie szklanym, że z Wilna aż do Moskwy go słyszano:

„Ozwał się drugi na to, chociaż w rozum mniejszy.
Ale do przypowieści jeszcze foremniejszy:
Widziałem jak coś dziwniej; jest też dzwon w Krakowie,
Nie szklany, nie żelazny, macie wierzyć mowie,
Ale go zdun zrobił aż z iłżeckiej gliny,
Gdy weń uderzą, ma te nad podziw nowiny,
Że go aż w Rzymie słychać za ośm niedziel będzie.
Już tej sławy w Poznaniu i pełno jest wszędzie.
To takiego w Babinie historykiem zwano
I dochód mu każdy rok pożyteczny dano”

(Wiszniewski VI , 619-20. Dar 110).”

stara Iłża3

Tagi: Iłża
21:46, chwalilza , Iłża
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2014
Zimowe pejzaże

zima

zima2

zima3

zima4

zima5

Fot. z kolekcji Pana J. Czarneckiego

wtorek, 11 listopada 2014
Szkoła Podstawowa w Chwałowicach

szkołapodst1

Fot. Ł. Smaga 14.07.2012

szkołapodst2

Fot. z kolekcji Pana J. Czarneckiego

Ludowa Szkoła Rolnicza w Chwałowicach została wybudowana w 1928 r. a pierwszy rok nauki w tej placówce rozpoczął w styczniu 1929 r. Tymczasem zorganizowane nauczanie na szczeblu podstawowym rozwijało się wówczas we wsi od ponad 30 lat. Z inicjatywy miejscowych rolników i sołtysa Pawła Orczykowskiego około 1890 r. zorganizowano szkołę czytania i pisania u rolnika Marka, który udostępnił miejsce w budynku na własnej posesji. W 1926 r. wybudowany został budynek szkoły, w którym od tego samego roku kontynuowane było nauczanie podstawowe.

szkołapodst3

szkołapodst4

Fot. z kolekcji Pana J. Czarneckiego

W dwukondygnacyjnym budynku szkoły przewidziane zostały na parterze cztery sale lekcyjne oraz korytarz przeznaczony również do ćwiczeń gimnastycznych. Na piętrze znajdowały się pomieszczenia przeznaczone dla kierownika i nauczycieli. Kierownikiem szkoły został Józef Mazur, który pełnił tę funkcję przez okres ponad 30 lat. Po nim szkołą kierował Jan Maziarek, zaś po jego odejściu do Szkoły Rolniczej, jego żona Krystyna Maziarkowa.

szkołapodst5

Fot. Ł. Smaga 16.06.2007

szkołapodst6

Fot. Ł Smaga 14.07.2012

Od roku szkolnego 1948/49 do 1965/66 szkoła podstawowa była szkołą 7-letnią, a następnie okres nauczania na szczeblu podstawowym został przedłużony do 8 lat. Od 2000 roku wprowadzona została w życie 6-letnia szkoła podstawowa, przy czym z czasem w budynku odbywała się nauka jedynie w klasach 1-3, aż w końcu szkoła uległa likwidacji. Jeszcze przez jakiś czas mieściła się w niej tylko biblioteka. Budynek kontynuował też funkcję lokalu wyborczego. Obecnie świeci pustkami strasząc wzrok swym smutnym widokiem, obdartymi ścianami i wybitymi szybami.

szkołapodst7

Fot. Ł. Smaga 14.07.2012

szkołapodst8

Fot. Ł Smaga 14.07.2012

piątek, 03 października 2014
Iłżeckie pochody pierwszomajowe...

pochód1

pochód2

"Piosenka pierwszomajowa" (Krzysztof Gruszczyński)

Wzdłuż ziemi swobodnej, od morza do Tatr,
po niebie pogodnym przechadza się wiatr
i zorze rozwija, jak hasło w pochodzie
i śpiewem się staje, gdy schwyta go młodzież.

Piosenka serca nam uzbraja
i naprzód prowadzi nas
piosenka o Pierwszym Maja
o święcie ludowych mas.

Idziemy szczęśliwi, my - z łanów i hut
marzenie ożywić! Wesoły nasz trud
i w dłoniach jak płomień robota się pali,
bo naszym zadaniem - budować socjalizm.

Na czele ludzkości kraj słońca i Rad,
głos jego donośny szybuje przez świat
i skrzydła nadziei przyprawia milionom
a skrzydło jest każde chorągwią czerwoną.

I kroczy przez Chiny, minąwszy sto rzek,
przez Grecji doliny - zwycięski nasz wiek.
Do bitwy o wolność i pokój nas wiodą
czerwone sztandary i pieśni, i młodość.

pochód3

pochód4

pochód5

pochód6

"Pochód" (Zakon Żebrzących)

To jest święty dzień majowego święta,
wielki pochód oszukanych tłumów,
zniewoleni lękiem przed sankcjami
niosą hasła, w które nie wierzą.

Dumna armia kroczy za nimi
demonstrując swoją broń i swoją siłę,
masy czołgów, armat, karabinów,
to jest wielki dzień pokoju.

A ten człowiek stojący tam na górze
mówi do nich zwykłymi frazesami,
coś tam mówi do nich o wolności,
że on walczył i wojna jest za nami.

To jest święty dzień majowego święta,
wielki pochód oszukanych tłumów,
Milicjanci dziś nie mają broni,
można śmiać się, nie będą strzelać.

pochód7

pochód8

Fotografie pochodzą z kolekcji Pana Jana Czarneckiego.

22:31, chwalilza , Iłża
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 września 2014
Kapliczka domkowa w Chwałowicach

kapliczka1

Fot. Ł. Smaga 31.10.2010

Przy wjeździe do Chwałowic, na skrzyżowaniu dróg do Małomierzyc i Piłatki stoi największy obiekt sakralny wsi - kapliczka domkowa. Dokładna data wystawienia kapliczki nie jest znana. Jak podaje Justyna Górska - Siwiec w artykule z 2001 r. zatytułowanym Kapliczki przydrożne w Chwałowicach, w pamięci ludzkiej zachowała się informacja o jej fundatorce - Annie Solskiej, której małżeństwo z Józefem Solskim bardzo długo było bezdzietne. Anna ufundowała podobno kapliczkę w podzięce za późne i już mało spodziewane macierzyństwo.

kapliczka2

Fot. z kolekcji Pana Jana Czarneckiego

Przekaz powyższy budzi wątpliwości z dwóch powodów. Po pierwsze, Anna Solska ufundowała w 1904 r. kapliczkę przy Wójtowskim Młynie, o czym świadczy wmurowany w jej ścianie kamień z inskrypcją: „Na cześć i chwałę Panu Bogu. Niewiasto oto syn Twój. Panie oto Matka Twoja. Z pokłonem Panno Święta. 1904 r. Fundatorka Anna Solska”. Po drugie, w kapliczce w Chwałowicach nie zachowały się żadne inskrypcje, pomimo że Anna Solska - jak wskazuje podany przykład - nie była fundatorką anonimową. Wątpliwe jest również usunięcie inskrypcji podczas remontu kapliczki. Być może nie uda się już ustalić dokładnych okoliczności związanych z budową kapliczki.

kapliczka3

Fot. z kolekcji Pana Jana Czarneckiego

Zgodnie z kolejnym przekazem, powielanym przez tą samą autorkę, w czasie I wojny światowej ponoć ukrywał się w niej żołnierz austriacki, który „cudem” uchroniony został przed śmiercią.

kapliczka4

Fot. z kolekcji Pana Jana Czarneckiego

Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że ze względu na lokalizację kapliczki przy głównej drodze prowadzącej z Chwałowic do kościoła parafialnego w Iłży, każdy pogrzeb zatrzymywał się przed nią, celem odmówienia modlitwy za duszę zmarłego. Mieszkańcy wsi traktowali ten przystanek jako ostateczne pożegnanie osoby zmarłej ze wsią i lokalną społecznością. Zwyczaj ten odszedł w przeszłość odkąd ciała zmarłych przed pogrzebem zaprzestano przechowywać w domach mieszkalnych a kondukty pogrzebowe przestały wyruszać z Chwałowic.

kapliczka5

Fot. Ł. Smaga 23.02.2014

Kapliczka na przestrzeni lat była odnawiana. Systematycznie jej ściany bielono. Wymienione zostały: pokrycie dachowe wraz w wieńczącym go krzyżem, drzwi, płotek i schodki. Obecnie do murowanego budynku wykonanego na planie kwadrata o wymiarach 3 x 3 x 3,5 m prowadzi betonowa kładka i osiem betonowych schodów. Kapliczka zbudowana z kamienia, okryta czterospadowym dachem wykonanym z czarnej papy, na szczycie dachu krzyż metalowy. Ramiona krzyża wykonane z rurek, zakończone trzema okręgami z drutu, ułożonymi w kształt trójliścia. Od przecięcia belek odchodzą promienie, po trzy w wiązce, wykonane z drutu. Podstawa krzyża ozdobiona dwoma elementami, również z drutu, w formie przechylonych ósemek. W ścianie frontowej dwuskrzydłowe drzwi drewniane, w połowie oszklone, zamykane na klamkę. Kapliczka z zewnątrz ogrodzona płotkiem metalowym, wykonanym z gotowych fabrycznych przęseł z dwuskrzydłową furtką, zamykaną na sztabkę. Płotek otaczający kapliczkę i jej drzwi pomalowane niebieską farbą olejną, całość bielona wapnem. Wewnątrz kapliczki urządzono mały ołtarzyk z dewocjonaliami. Na ścianie przeciwległej do drzwi, wzdłuż całej jej długości murowany podest o wysokości 0,7 i szerokości 0,5 m, okryty białym obrusem.

kapliczka6

Fot. Ł. Smaga 21.04.2013

Opracowano na podstawie: J. Górska – Siwiec, Kapliczki przydrożne w Chwałowicach [w:] S. Zieliński (red.), Wieś Radomska 6, Radom 2001, s. 337 – 341 oraz Ł. Babula, Kapliczki, figury i krzyże przydrożne Gminy Iłża, Iłża 2014, s. 26.

piątek, 08 sierpnia 2014
Niewidoczny problem

Jednym z istotniejszych problemów przed rozwiązaniem którego stoi człowiek jest wpływ  promieniowania elektromagnetycznego na jego zdrowie. Wzbudza on coraz większe społeczne obawy, które wymagają pilnej weryfikacji obecnie obowiązujących regulacji, które nie nadążają za rozwojem nauki i techniki. Źródłem pola elektromagnetycznego o wysokiej częstotliwości są m.in. telefony komórkowe i ich stacje bazowe. O ile telefony komórkowe jeszcze do niedawna w zasadzie przesyłały energię o częstotliwości radiowej tylko podczas połączenia, to stacje bazowe przekazywały sygnały i nadal to czynią bez przerwy. W ostatnim czasie zmienia się jednak zarówno emisja samych telefonów, jak i obciążenie stacji bazowych. Związane to jest z gwałtownie narastającym zapotrzebowaniem na bezprzewodową transmisję danych. Wprowadzenie bowiem na rynek smartfonów, tabletów i innych urządzeń wyposażonych w modemy telekomunikacyjne spowodowało znaczny wzrost ilości danych transmitowanych pomiędzy tymi urządzeniami a stacjami bazowymi. Przyczynia się to do dynamicznego zwiększania mocy ze strony stacji bazowych.

szpital

Stacja bazowa na szpitalu w Iłży, a w oddali anteny na maszcie wolnostojącym. Fot. Ł. Smaga 04.05.2014

Potencjalny szkodliwy wpływ promieniowania emitowanego ze sztucznych źródeł pola elektromagnetycznego na zdrowie człowieka jest przedmiotem zainteresowania uczonych od początku XIX wieku, a szczególną uwagę poświęca się mu w ostatnich 30 latach. W tym czasie pojawiło się szereg opracowań poruszających ten temat i wskazujących na wpływ promieniowania elektromagnetycznego na złe samopoczucie ludzi, w tym nawet na zwiększenie zachorowalności na poważne choroby, w tym nowotwory. Można tu wskazać np. pracę prof. Santiniego (Francja, 2002), badania prowadzone przez Uniwersytet w Tel Avivie (Izrael, 2004), pracę dr Johansson (Szwecja, 2007). Badania naukowców z brazylijskiego Bello Horizonte dowiodły istnienia przestrzennej korelacji pomiędzy zgonami na skutek nowotworu a lokalizacją stacji bazowych w mieście w latach 1996-2006. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w komunikacie z dnia 31.05.2011 r. zwróciła uwagę na szkodliwość urządzeń emitujących promieniowanie elektromagnetyczne i ich możliwy wpływ na schorzenia, w tym nowotworowe. W rezolucji nr 1815 przyjętej w imieniu Zgromadzenia Parlamentarnego przez Komisję w dniu 27 maja 2011 r. zalecono państwom członkowskim Rady Europy aby podjęły odpowiednie kroki w planach zabudowy przestrzennej by sytuować linie energetyczne i stacje bazowe telefonii komórkowej w bezpiecznej odległości od siedzib ludzkich, wdrożyć ścisłe standardy bezpieczeństwa, zredukować istniejące normy promieniowania oraz całościowo i ciągle monitorować wszystkie działające anteny. Należy wszakże pamiętać, że technologia komórkowa jest zbyt świeża, by wykluczyć możliwość zaistnienia długofalowych skutków jej stosowania, co powinno wymuszać stosowanie szczególnych środków ostrożności. Wstrzymywanie się z działaniami ochronnymi do czasu uzyskania niezbitych naukowych i klinicznych dowodów może prowadzić do bardzo wysokich kosztów społecznych, zdrowotnych i ekonomicznych, jak ma to miejsce w przypadku azbestu albo tytoniu.

stacja bazowa

Stacja bazowa na szpitalu w Iłży. Fot. Ł. Smaga 02.08.2014

W Polsce niestety normy dopuszczalnego promieniowania pola elektromagnetycznego są znacznie wyższe niż zalecane przez organy Unii Europejskiej i stosowane w wielu krajach Europy Zachodniej. Innym problemem jest brak odpowiednich regulacji z zakresu prawa ochrony środowiska pozwalających na kontrolowanie emisji stacji bazowych telefonii komórkowej zarówno w czasie ich budowy, przystępowania do użytkowania, jak i w okresie funkcjonowania. Właściwe organy zwykle opierają się na badaniach samych operatorów zainteresowanych jak najlepszą emisją danych, nie mając jednocześnie właściwych instrumentów pozwalających na weryfikację otrzymywanych pomiarów. Poza tym obecnie możliwe jest zdalne ustawianie bądź kierunku wiązek promieniowania, bądź jego mocy.

dom towarowy

Stacja bazowa na domie towarowym w Iłży. Fot. Ł. Smaga 04.05.2014

Ułomne jest również prawo budowlane, na podstawie którego operatorzy budują stacje bazowe telefonii komórkowej na dachach budynków na podstawie jedynie zgłoszenia, o ile ich wysokość przekracza 3 metry, albo bez zgłoszenia, jeżeli są niższe. Wielokrotnie organy przyjmujące zgłoszenia bądź organy nadzoru budowlanego nie widzą w tym problemu akceptując tym samym istotne odformalizowanie postępowania i pozbawienie udziału w nim właścicieli nieruchomości znajdujących się obszarze oddziaływania stacji bazowej. Dzieje się tak pomimo tego, że Naczelny Sąd Administracyjny nie raz podkreślał, że stacja bazowa telefonii komórkowej nie jest urządzeniem, lecz budowlą, co oznacza, że sytuowanie jej na innych obiektach budowlanych wymaga uzyskania pozwolenia na budowę. Pomimo coraz większej aktywności organizacji społecznych i pojedynczych osób działających w kierunku ograniczenia promieniowania pola elektromagnetycznego w sąsiedztwie siedzib ludzkich, intensyfikują się również naciski na zliberalizowanie obowiązujących przepisów umożliwiające operatorom jeszcze większą swobodę.

Opracował: Ł. Smaga

poniedziałek, 07 lipca 2014
Ceramika iłżecka

piec garncarski

Piec garncarski przy ul. Wójtowskiej. Fot. A. Cancygier, Nowa Wieś 1957, nr 42, s. 5.

Pierwsze informacje na temat iłżeckiego garncarstwa pochodzą z XVI wieku. Wiadomo, że w 1529 r. biskup krakowski pobierał od garncarzy 13 grzywien rocznie, co stanowiło znaczącą sumę. W 1552 r. wymienia się ulicę Garncarską a w 1571 r. cech garncarzy liczący 16 osób stanowił jedną z najliczniejszych grup rzemieślników iłżeckich. Umiejętności garncarzy i doskonały surowiec pozwoliły na wykształcenie się w Iłży ośrodka, którego sława znana była daleko poza murami grodu. Podstawowym surowcem były glinki pochodzące z miejscowych kopalń znajdujących się w okolicy wsi Błaziny. Wysokie wartości estetyczne i użytkowe wyrobów zapewniało też ich „szklenie” i „malowanie” za pomocą odpowiednich polew. Niezbędnych do tego celu barwników i minerałów, przede wszystkim ołowiu i glejty, dostarczały należące też do biskupa krakowskiego kopalnie pod Kielcami. Iłżeckie garnki były wyrobami najbardziej poszukiwanymi i garncarze nie mieli kłopotów z ich sprzedażą. Odbywała się ona nie tylko na miejscowym cotygodniowym jarmarku, ale również w Krakowie, Lublinie, Wrocławiu, Lwowie. Na przykład do Krakowa w ciągu roku docierało 40 wozów wypełnionych iłżeckimi garnkami, a w latach 1615-1619 około 60 wozów rocznie. Ceramika iłżecka była również eksportowana do Czech, na Litwę i Białoruś.

ceramika

Okres do połowy XVII wieku to lata rozkwitu Iłży, w tym również garncarstwa. Został on zatrzymany zniszczeniami spowodowanymi wojną i okupacją szwedzką (tzw. „potopem szwedzkim”) a następnie łupiestwem żołnierzy polskich z konfederacji „Związku Święconego”. Dopiero pod koniec XVIII wieku na fali ogólnego rozwoju gospodarczego kraju podniósł się stan iłżeckiego garncarstwa, który w 1789 r. reprezentowany był przez 17 mistrzów. Już po rozbiorach Polski, po powstaniu w 1815 r. Królestwa Polskiego Iłża objęta została planem odbudowy przemysłu Zagłębia Staropolskiego podjętym przez Stanisława Staszica (1755-1826). Podjął się on próby przemysłowej aktywizacji i zdecydował o założeniu tutaj, w oparciu o miejscowy surowiec i istniejące tradycje garncarskie, fabrykę fajansu. W 1823 r. zawarto w tym celu umowę z Żydem angielskiego pochodzenia Levim Seligą Sunderlandem (1771-1869). Fabryka miała zatrudniać 50 osób i produkować naczynia o jakości nie gorszej od wyrobów zagranicznych. Sunderland w ciągu dwóch lat uruchomił produkcję a jego wyroby już w 1825 r. były prezentowane na wystawach krajowych. Fabryka jednak nie rozwijała się tak, jak podobna, założona w Ćmielowie. Nieprzychylnie do żydowskiego fabrykanta ustosunkowani byli miejscowi garncarze, dla których stanowiła poważną konkurencję. Jednocześnie istnienie fabryki fajansu uaktywniło rzemiosło garncarskie w mieście, w którym w 1825 r. działało 50 warsztatów garncarskich. W lutym 1830 r. na terenie fabryki wybuchł pożar, który zahamował jej rozwój. Mimo to działała do 1903 r. specjalizując się w naśladownictwie bardzo w owym czasie cenionych wyrobów angielskich.

ceramika2

Po ponownym upadku miasta zniszczonego w czasie wojny polsko-rosyjskiej z lat 1830-1831, garncarstwo rozkwitło na nowo w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to tym rzemiosłem zajmowała się rekordowa liczba rzemieślników ok. 100 osób. Iłżeckie wyroby znów wędrowały po całym kraju. W tym celu działało w mieście 25 furmanów wyspecjalizowanych wyłącznie w przewozie wyrobów ceramicznych. Dochody ze sprzedaży oceniane były na około 60 000 rubli srebrnych rocznie. Od schyłku XIX wieku i w czasie II Rzeczpospolitej garncarstwo zaczęło upadać, gdyż nie wytrzymywało konkurencji z wyrobami przemysłowymi. Kilku mistrzów nie zaprzestało jednak produkcji a ich wyroby trafiały na wystawy organizowane w kraju, np. w Warszawie w 1936 r., a nawet za granicą, np. w Berlinie w 1937 r. Wykonywane były zarówno naczynia użytkowe – garnki i dzbanki na mleko i do kiszenia barszczu, donice do ucierania maku, formy na ciasto, doniczki na kwiaty – jak i naczynia o charakterze wyłącznie dekoracyjnym. Z garncarstwem związana była plastyka figuralna wywodząca z wykonywanych w okresie międzywojennym dla odbiorcy miejskiego świątków i szopek. Tradycyjnymi natomiast formami były wyrabiane wcześniej i sprzedawane na odpustach i targach kropielniczki oraz zabawki dla dzieci – gwizdki o formach zwierząt, ptaków i ludzi lub miniaturowych naczyń.

ceramika3

Mistrzami w dziedzinie lepienia świątków, ptaków i zwierząt byli Stanisław Pastuszkiewicz, Stanisław Kosiarski i Konstanty Ciepielewski. Mimo tego wszystkiego w 1937 r. rozwiązano cech garncarski z powodu małej liczby członków. Po II wojnie światowej zorganizowana została przez „Cepelię” Spółdzielnia Wytwórczości Ludowej „Chałupnik”, gdzie pracowało kilkudziesięciu garncarzy i lalkarzy. Tradycje mistrzów kontynuowali w kolejnych latach Jadwiga Kosiarska, Wincenty Kitowski i Franciszek Godzisz. Spółdzielnia została zlikwidowana w 1992 r. a należące do jej zasobów wyroby ceramiczne zakupił Minister Kultury i Sztuki, który przekazał je Muzeum Regionalnemu w Iłży.

mistrzowie

Fot. A. Cancygier, Nowa Wieś 1957, nr 42, s. 5.

Przy ulicy Wójtowskiej znajduje się nadal piec garncarski, należący do rodziny Pastuszkiewiczów, a raczej dwa piece, umieszczone pod wspólną kamienną obudową o stożkowatym kształcie. Najstarszą częścią w tym zespole jest obudowa dla pieców pochodząca z pierwszej połowy XIX w. wykonana prawdopodobnie przez Kacpra Pastuszkiewicza. Pomieszczenie to zbudowane zostało z kamienia osadowego, jego wysokość wynosi 5,65 m, średnica na poziomie ziemi 12 m, a poniżej zwieńczenia 1,20 m. Znajdujący się w środku większy piec służył do wypału naczyń a mniejszy do wypału drobnej ceramiki dekoracyjnej. Wraz ze śmiercią Stanisława Pastuszkiewicza (1888-1962) ustała praca pieców.

piec garncarski2

Piec garncarski przy ul. Wójtowskiej. Fot. Ł. Smaga 02.12.2012

Opracowano na podstawie: A. Bednarczyk, Iłża, Kraków 1981, s. 9-14, 39-42, B. Erber, Sztuka ludowa w województwie kieleckim, Kraków 1970, s. 8 oraz tablicy informacyjnej zamieszczonej przy piecu garncarskim.

niedziela, 08 czerwca 2014
Oczko wodne przy szkole rolniczej

oczko1

Obok szkoły rolniczej w Chwałowicach, w sąsiedztwie jej południowej ściany, w miejscu, w którym obecnie stoi sala gimnastyczna, znajdowało się w latach 50-tych i 60-tych urocze oczko wodne. Było to miejsce odpoczynku, gdzie wśród zieleni na ławeczkach można było w ciszy odetchnąć przez chwilę. Niekiedy ożywiały je śmiechy i rozmowy uczniów korzystających z przerw lub wolnych godzin. Przedstawiające oczko zdjęcia pochodzą z kolekcji Pana Jana Czarneckiego.

oczko3

oczko2

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11