Wszelkie informacje, zdjęcia i materiały na temat Chwałowic mile widziane i żmudnie poszukiwane. Proszę się nimi dzielić, a być może znajdzie się też dla nich miejsce w tym miejscu. email: bagyage@gmail.com
niedziela, 12 września 2010
Odlewnia "Kamienna" w Skarżysku-Kamiennej

Opracował: Ł. Smaga

Odlewnia1

Budynki odlewni przy ul. 3 Maja. Fot. Ł. Smaga 06.07.2010

Od 1817 r. w osadzie Kamienna (obecnie Skarżysko - Kamienna) funkcjonowała fryszerka, czyli zakład metalurgiczny, w którym surówka wielkopiecowa przerabiana była na stal. W 1880 r. powstała na miejscu dawnej fryszerki odlewnia prywatna (firma „Palissa, Łukaszewicz i Ska”). Posiadała 4 żeliwiaki na koks, maszynę parową o mocy 8KM, i produkowała między innymi rury żeliwne, kuchenne i inne. Później nabył ją Jan Witwicki (w 1885 lub 1887 r.) przystępując do rozbudowy i modernizacji zakładu, dając początek odlewni „Kamienna”. Następnie Jan Witwicki przystąpił do budowy nowoczesnej emalierni, która bardzo szybko zyskała dużą renomę w królestwie, jak i cesarstwie. Specjalnością odlewni były elementy centralnego ogrzewania oraz wodociągów i kanalizacji, urządzenia sanitarne oraz naczynia kuchenne. W 1897 r. Witwicki wydzielił część terenów i zorganizował Towarzystwo Akcyjne Zakładów Żelaznych i Stalowych „Skarżysko”, które zbudowało dwa wielkie piece i gruszkę besemerowską (konwertor do wyrobu stali, który wynalazł brytyjski inżynier Henry Bessemer). Ta nowoczesna na owe czasy stalownia zatrudniała około 600 osób. Obok produkcji stali spółka otworzyła nowy zakład: „Neptun”, który produkował cement „portland”. W 1906 r. „Skarżysko” zbankrutowało i obydwa zakłady zostały zamknięte. Odlewnią „Kamienna”, która nadal funkcjonowała, po śmierci Jana Witwickiego kierował jego syn Kazimierz.

Odlewnia2

Budynki odlewni przy ul. 3 Maja. Fot. Ł. Smaga 06.07.2010

Jan Witwicki urodził się 10 marca 1844 r. w Kszczonowie (obecnie Krzczonów w gminie Drzewica). Nauki pobierał w szkole Jana Nepomucena Leszczyńskiego. W wieku 19 lat brał udział w Powstaniu Styczniowym (1863 r.), podczas którego został ranny. Po klęsce powstania uniknął internowania i wyjechał do Paryża, gdzie kontynuował naukę. W 1865 r. został przyjęty na uniwersytet w Liege w Belgii, który ukończył w 1869 r. Następnie odbywał praktykę zawodową w Poznaniu, w zakładach Hipolita Cegielskiego. W latach 1869-1878 pracował w Petersburgu, a w lipcu 1878 r. został naczelnikiem warsztatów i dyrektorem oddziału technicznego transsyberyjskiej drogi żelaznej w Permie na Uralu. Na ziemie polskie wrócił w 1885 r., dysponując dużym kapitałem i doświadczeniem zawodowym. Początkowo dzierżawił zakłady wyrobów żelaznych i odlewnie (Bliżyn, Ruda Maleniecka, Mroczków w powiecie koneckim), by kupić nieczynną odlewnię w Kamiennej w dawnym powiecie iłżeckim. Odlewnia „Kamienna” z każdym rokiem rozwijała się coraz lepiej a jej wyroby znane były szeroko w Polsce i poza granicami. Pod jego opieką powstała przy fabryce wzorowa szkoła, pomoc lekarska. Założył orkiestrę dętą oraz patronował lokalnemu chórowi, a jego dom był miejscem licznych koncertów, w których sam brał udział, grając na wiolonczeli. W 1884 r. Jan Witwicki powołany został na Członka Rzeczywistego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1899 r. założył pierwszą w Kamiennej ochotniczą straż ogniową. 30 sierpnia 1903 r. doszło do wypadku, który był brzemienny w skutkach. Powóz, którym jechał Jan Witwicki miał na przejeździe w Skarżysku kolizję z pociągiem i Jan podupadł na zdrowiu. Po kilku latach, 29 maja 1908 r. zmarł a jego ciało złożono w rodzinnym grobie na cmentarzu w Bzinie. Odlewnią „Kamienna” po śmierci Jana Witwickiego kierował jego syn Kazimierz. Po zajęciu Kielecczyzny przez wojska sowieckie w czasie zimowej ofensywy - NKWD lub „Siersz” w dniu 20 stycznia 1945 r. dokonały zatrzymania i deportowania w głąb b. ZSRR Kazimierza Witwickiego, który wrócił do kraju we wrześniu 1947 r., jednak ciężko chory, zmarł w 1950 r.

Tekst powyższy został opracowany na podstawie: http://www.skarzysko.org/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=137, http://www.skarzysko24.pl/content/view/822/222/, http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/260ABA8E, http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080625/POWIAT0110/208974997, http://jozwa22.republika.pl/7/dokumenty.htm, http://www.skarzysko.org/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=5

Odlewnia3

Budynki odlewni przy ul. 3 Maja. Fot. Ł. Smaga 06.07.2010

czwartek, 09 września 2010
75 lat Ochotniczej Straży Pożarnej w Chwałowicach

Opracował: Ł. Smaga

Straż1

Przemarsz strażaków na akropol. Fot. Ł. Smaga 11.07.2010

W dniu 11 lipca 2010 r. Ochotnicza Straż Pożarna w Chwałowicach obchodziła jubileusz 75 - lecia. Na teren szkoły rolniczej przybyło klikaset osób, celem uczczenia tego wydarzenia.

Straż2

Wozy strażackie zaparkowane za małym boiskiem. Fot. Ł. Smaga 11.07.2010

Uroczystości rozpoczęła msza w kaplicy w Chwałowicach. Następnie przy dźwiękach orkiestry strażackiej uczestnicy przemaszerowali na teren szkoły rolniczej. Podczas oficjalnej części orkiestra odegrała hymn państwowy, odczytane zostały okolicznościowe przemówienia oraz przedstawiona historia OSP w Chwałowicach. Miejscowa straż, a także wybrani strażacy zostali odznaczeni. Wśród zaproszonych gości znaleźli się Wicewojewoda Mazowiecki, Starosta Radomski, Wiceprzewodnicząca Sejmiku Województwa Mazowieckiego, Burmistrz Iłży, lokalni radni oraz przedstawiciele Zarządu Mazowieckiego OSP oraz Zarządu Powiatowego OSP. Po części oficjalnej odbyło się przyjęcie w budynku Centrum Kształcenia Ustawicznego w Chwałowicach. [1]

Straż3

"Magirus Deutz" na wyposażeniu OSP Kajetanów. Fot. Ł. Smaga 11.07.2010

Ochotnicza Straż Pożarna w Chwałowicach została powołana w 1935 r. Jej organizacją zajmowali się w szczególności Józef Mazur - ówczesny kierownik szkoły podstawowej, a także J. Barszcz, S. Fryszkowski, S. Marek. W latach 60. wybudowany został w Chwałowicach budynek remizy. [2]

[Przypisy]

[1] http://www.ilza.info/archiwum/242-75-lat-osp-chwalowice

[2] J. B. Orczykowski, Chwałowice na Przedgórzu Iłżeckim, (maszynopis), s. 28.

Straż4

"Star" na wyposażeniu OSP Pakosław. Fot. Ł. Smaga 11.07.2010

Straż5

Wozy strażackie zaparkowane za małym boiskiem. Fot. Ł. Smaga 11.07.2010

Suszarnia chmielu w Chwałowicach

Opracował: Ł. Smaga

Suszarnia1

Widok suszarni od strony strzelnicy. Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

Po II wojnie światowej na terenach szkoły rolniczej funkcjonowała plantacja chmielu. Zajmowała ona powierzchnię kilku hektarów, zlokalizowaną za budynkiem szkoły. Na przełomie lat 40-tych i 50-tych wybudowany został na Nowej Wsi budynek suszarni chmielu, który funkcjonował zgodnie ze swym przeznaczeniem do lat 70-tych.  Przez kolejne lata budynek ulegał degradacji, grożąc zawaleniem. W roku 2010 zostało wykonane nowe pokrycie dachowe. Planowane jest również zorganizowanie w budynku muzeum rolnictwa. Mam nadzieję, że się uda.

Suszarnia2

Widok suszarni od wschodu. Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

Suszarnia3

Widok frontu suszarni. Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

Suszarnia4

Widok suszarni od wschodu. Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

Suszarnia5

Wejście do suszarni. Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

sobota, 28 sierpnia 2010
Złoża fosforytów w Chwałowicach

Opracował: Ł. Smaga

Głównym użytkownikiem fosforytów jest przemysł nawozów sztucznych (produkcja nawozów fosforowych), w znacznie mniejszej skali używane są przez przemysł chemiczny do produkcji różnego rodzaju związków fosforu. Fosforyty należą do dość rozpowszechnionych surowców występujących w różnych formacjach osadowych. Znane są m.in. z utworów:

- paleozoicznych: osady kambru, ordowiku i karbonu dolnego Gór Świętokrzyskich oraz syluru Gór Bardzkich;

- jury środkowej z obszaru jury krakowsko-częstochowskiej i z pogranicza jury środkowej i górnej niecki chrzanowskiej;

- albu, głównie z północnego obrzeżenia Gór Świętokrzyskich i południowo-zachodniego obrzeżenia niecki łódzkiej oraz w skondensowanej sekwencji albu w Karpatach;

- cenomanu i turonu z niektórych obszarów Niżu Polskiego i północnego obrzeżenia Gór Świętokrzyskich oraz obrzeżenia Niecki Miechowskiej.

Zasoby najbogatszych złóż fosforytów albskich w Polsce, zawierających 14% P2O5 (zmiennie od 13 do 22%), wynoszą 42,4 mln ton, natomiast zasoby perspektywiczne ocenia się na ok. 100 mln ton, zaś teoretyczne na 4-5 mld ton. Fosforyty te jednak, ze względu na znaczną głębokość występowania (50-300 m) i w sumie niewielką miąższość warstwy złożowej (0,5-1,5 m), niewielką zasobność oraz duże zawodnienie złoża, nie mają wartości ekonomicznej. W związku z tym zaprzestano ich eksploatacji w latach pięćdziesiątych XX w.

Fosforyty występują powszechnie w utworach albskich Niżu Polskiego. Koncentracje fosforytów są lokalnie bardzo zmienne. Dwa główne obszary, z którymi są związane większe nagromadzenia fosforytów obejmują północne obrzeżenie Gór Świętokrzyskich i południowo-zachodnie obrzeżenie niecki łódzkiej. Na północnym obrzeżeniu Gór Świętokrzyskich fosforyty występują w utworach albu środkowego i górnego w wąskim pasie długości ok. 150 km, od Pilicy na północnym zachodzie do Janowa Lubelskiego na południowym wschodzie. Utwory fosforytonośne są przykryte niewielkiej grubości wapnistymi gezami, marglami i wapieniami należącymi do cenomanu i turonu. Pas złożowy obejmuje region od Radomia po Gościeradów (rejon Janowa Lubelskiego). W tym pasie udokumentowano szereg, blisko siebie położonych, szczególnie w rejonie Radom-Iłża, złóż fosforytów. Do najważniejszych obszarów złożowych należą: rejon Radomia-Iłży, Chałupki, Annopol i Gościeradów. Dla tych obszarów wykonano dokumentacje w kategorii C2 oraz dokonano oceny zasobów prognostycznych (kategoria D1) i potencjalnych (D2).

Nachylenie serii fosforytonośnej w tym regionie jest zmienne, utwory albu zapadają ku północnemu wschodowi na ogół pod kątem do ok. 3 stopni, a lokalnie jednak, w strefach anyklinalnych upad wynosi do ok. 10 stopni. Seria złożowa rejonu Radom-Iłża monoklinalnie zapada ku północnemu wschodowi, przeważnie pod kątem do 3 stopni, lokalnie jednak, jak w rejonie Chwałowic, upady są większe (do 9 stopni), co jest związane z obecnością fleksur. Miąższość utworów albskich jest bardzo zmienna i ogólnie zmniejsza się ku południowemu wschodowi.

Zawartość P2O5 w fosforytach jest zmienna i waha się od ok. 3,9 do 23,2%, średnio zaś wynosi od ok. 11,4 do 19,6%. W związku ze zmienną zawartością fosforytów zmienna jest również wydajność obszarów złożowych. Zasoby geologiczne bilansowe dla 7 złóż udokumentowanych w kategorii C2 w rejonie Radom-Iłża wynoszą 30 220 tys. ton.

Biorąc pod uwagę parametry jakościowe wystąpień fosforytów w odniesieniu do kryteriów bilansowości najwyższe wskaźniki i wydajność ma złoże „Chwałowice”:

- zawartość P2O5 w konkrecjach fosforytowych w profilu złoża wynosi 22,3 %,

- zasobność konkrecji fosforytowych wynosi 891 kg/m2,

- zasobność w stosunku do wymogów kryteriów bilansowości wynosi 50%.

Nawet w przypadku złoża „Chwałowice” parametr zasobności odbiega jednakże znacznie od wymogów kryteriów bilansowości określających minimalne wymogi dla opłacalnej eksploatacji. Z tego powodu wszystkie krajowe złoża zostały skreślone z bilansu zasobów.

Projekt szczegółowych prac poszukiwawczych na złożu fosforytów pod Iłżą przygotował w 1945 r. Wł. Pożaryski. Dokumentację geologiczną złoża „Chwałowice” opracowała w 1954 r. Danuta Putrym. Badaniami na terenie Chwałowic zajmował się Janusz Alfred Uberna (ur. 5 kwietnia 1929 r. we Lwowie) - polski geolog, specjalista geologii złóż surowców chemicznych, a zwłaszcza złóż fosforytów, oraz geologii gospodarczej. Po rozpoczęciu pracy w 1954 r. w Sekcji Fosforytów Zakładu Surowców Skalnych Państwowego Instytutu Geologicznego profilował i opróbowywał otwory wiertnicze do dokumentacji „Chwałowice” i „Krzyżanowice”. W 1961 r. obronił rozprawę doktorską „Rozwój serii fosforytonośnej północnego obrzeżenia Gór Świętokrzyskich na tle zagadnień sedymentologicznych albu również cenomanu”. Praca ta została nagrodzona przez Państwowy Instytut Geologiczny pierwszą nagrodą im. Karola Bohdanowicza jako najlepsza praca opublikowana w roku 1967. A. Owczarek w 1962 r. opracował projekt robót geologiczno-górniczych dla pobrania próby przemysłowej fosforytu ze złoża „Chwałowice”, zaś w 1963 r. dokumentację powykonawczą z pobrania próby przemysłowej fosforytu ze złoża „Chwałowice”.

Tekst powyższy został opracowany na podstawie artykułu Andrzeja Gąsiewicza, http://www.pgi.gov.pl/surowce_chemiczne/fosforyty_wystepowanie.htm, artykułu Tomasza Beredy, http://www.pgi.gov.pl/surowce_mineralne/fosforyty.htm, a także w oparciu o dane zawarte na stronach: http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Uberna, http://baza.pgi.gov.pl/igs/zloze.asp?ID=252&mode=dokumenty

Rozbicie hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w Chwałowicach

Autor: Władysław Gołąbek

W lipcu 1944 r. Tadeusz „Baca” Wojtyniak i Lucjan „Piast” Urban ustalili, iż w Chwałowicach, stacjonujący w budynku nadleśnictwa hitlerowski sztab dywizyjny w sile około 150 ludzi jest w posiadaniu ważnych planów odcinka frontu Sandomierz - Puławy. Ponadto dowiedzieli się, że znajduje się tam duża ilość broni, zwłaszcza maszynowej, oraz znaczny zapas amunicji.

Jan „Ośka” Sońta polecił „Hiszpanowi” i „Bacy” opracować założenia do wykonania akcji. Przeprowadzenie wywiadu zlecono „Smutnemu” i Władysławowi „Katonowi” Maciejewskiemu. „Katon” wkrótce zameldował, że w najbliższą niedzielę Niemcy kwaterujący w nadleśnictwie urządzają przyjęcie w ogrodzie. Opracowany plan działania oparty był na zastosowaniu podstępu. Założenie przewidywało, że kilkudziesięcioosobowy oddział, przebrany w mundury niemieckie, uda się do nadleśnictwa w dzień, wejdzie na dziedziniec, szybko rozbroi wartowników, otoczy znajdujących się tam hitlerowców i zdobędzie budynki. Wykonanie zadania zlecono „Bacy”.

Mapa

W nocy z 27 na 28 lipca oddziały zgrupowania weszły w lasy małomierzyckie i zakwaterowały w pobliżu leśniczówki Antoniów, oddalonej od Chwałowic ponad trzy kilometry. Tu postanowiono wypocząć przed akcją i poczynić ostatnie przygotowania.

Żołnierze mający udać się z „Bacą” jeszcze przed wymarszem zostali podzieleni na kilka grup. Wyznaczono dowódców i przydzielono im zadania. Chodziło bowiem o to, aby akcja wykonana była jak najsprawniej. Liczono się z tym, iż po pierwszych strzałach mogą nadciągnąć z pomocą stacjonujący w pobliżu Niemcy. Dlatego też druga kompania pod dowództwem „Hiszpana” otrzymała rozkaz dojścia na skraj lasu w okolice gajówki Prędocin, oddalonej od budynków nadleśnictwa około kilometra, i przygotowania tam zasadzki. Brano bowiem pod uwagę i tę okoliczność, że zaskoczenie może się nie udać. Wtedy zaszłaby konieczność natychmiastowego przyjścia z pomocą oddziałowi „Bacy”.

Nazajutrz, w niedzielę 28 lipca 1944 r., o godzinie szesnastej „Baca” wraz z 50 ludźmi w mundurach Wehrmachtu wyruszył do Chwałowic. Oddział składał się z Polaków i 7 Gruzinów - samych ochotników. Chcąc zachować wszelkie pozory maszerującego oddziału niemieckiego, uformowali się w kolumnę trójkami i porozumiewali się w języku niemieckim. Ponadto postanowili ominąć kilka wsi i podejść do nadleśnictwa od strony Iłży. Z tej strony Niemcy najmniej mogli spodziewać się partyzantów. Po wyjściu z lasu. Droga biegła wśród pól ogołoconych po niedawno skoszonym zbożu. Ustawione mendle stanowiły tu jedyną osłoną. Gdy mijali zagrody ludzkie, śpiewali na cały głos: „Heili, heilo…”. Zaledwie 50 ludzi, pozorując oddział niemiecki, szło w biały dzień rozbroić ponad 150 żołnierzy frontowych, stacjonujących w okolicy, gdzie co kilka kilometrów znajdują się duże jednostki wojskowe, a co kilkanaście, a nawet kilka minut przejeżdżają szosą Iłża - Lipsko, odległej zaledwie o kilkaset metrów, kolumny samochodów z żołnierzami niemieckimi na front. Po wejściu do Chwałowic oddział mijał siedzących w cienistych sadach żołnierzy niemieckich. Również tuż przed budynkiem szkoły rolniczej rozłożyła się na trawie grupa Niemców. Patrzyli obojętnie na maszerujący oddział. Dzień był wyjątkowo słoneczny i ciepły.

Oddział powoli zbliżał się do nadleśnictwa słysząc z oddali przytłumioną melodię walca i głośne śmiechy. Przy bramie zarysowały się sylwetki wartowników. Chłopcy trójkami, z bronią na ramieniu, minęli pierwszą i drugą bramę oraz dwa posterunki. Wartownicy salutowali, pozdrawiając niemieckim „Heil!” „Baca” odpowiadał również: „Heil!”. Po wkroczeniu oddziału na dziedziniec nadleśnictwa muzyka ucichła. Wśród zebranej dużej grupy Niemców widać było jakieś poruszenie. Partyzanci nie zastanawiali się nad tym. Każdy z nich wiedział, że jest tylko jedno wyjście - zachować spokój i wykonać powierzone zadanie, ściśle według ustalonego planu działania. Co chwilę zerkali ukradkiem w stronę, gdzie ustawiona była broń w kozły, szukając gorączkowo w myślach sposobu odcięcia od niej zgromadzonych Niemców.

„Baca” spokojnie skierował oddział w stronę skupiska Niemców. Zanim jednak zdołał go zatrzymać, spośród grupy żołnierzy niemieckich wysunął się oficer i ruszył wprost do „Bacy”. Gdy dzieliło ich już tylko kilka kroków, „Baca” zatrzymał oddział i równocześnie błyskawicznie wydobywając pistolet krzyknął: - „Hande hoch!”. Oficer w przerażeniu zaczął się cofać. „Baca” oddał do niego kilka strzałów. Chłopcy, jak na komendę, zajęli wyznaczone stanowiska, otaczając kołem zgromadzonych na dziedzińcu hitlerowców. Rozpoczęła się gwałtowna walka. Na zewnątrz budynku zadanie zostało wykonane sprawnie i szybko. Zanim znajdujący się tam Niemcy ochłonęli z pierwszego wrażenia, byli już w niewoli u partyzantów. Uciekających chwytali ludzie Stefana „Kielni” Piątka, stanowiący ubezpieczenie. Tylko niewielu Niemcom udało się zbiec.

Znacznie trudniej było zdobyć budynki. Znajdowało się tam stosunkowo dużo Niemców, którzy, mając dogodne stanowiska, bronili się zażarcie. Padł rozkaz: - „Ogień broni maszynowej na budynki!”. Grupa wyznaczona do zdobywania budynków ruszyła do ataku. Stanisław „Alan” Dziekan oddał kilka długich serii, Tadeusz „Miły” Salamończyk, Bolesław „Cios” Szczepanowski, Edward „Orzeł” Gołąbek, „Piast”, Jan „Ułanek” Wdowiak, „Żyrko”, „Repcio” i „Krzysztof” rzucili granaty do wewnątrz budynku, po czym sami wpadli do środka. Musieli zdobywać dosłownie każde pomieszczenie. Niemcy stawiali zaciekły opór, przechodząc nawet do walki wręcz. Tak na przykład „Cios” szamocąc się z hitlerowcem, wyrywając mu iparabellum, został ugryziony w rękę. „Miły” prowadził wymianę strzałów z dwoma hitlerowcami, stojącymi zaledwie o kilka kroków od niego. Rzucony przez „Piasta” do pokoju granat, rozstrzygnął tam walkę. Jednak w innych częściach budynku raz po raz słychać było gęste strzały. Na korytarzach i w pokojach leżeli zabici i ranni. Wszędzie widać było porzuconą broń i inne przedmioty. Ale w takiej chwili nikt nie myślał o ich zbieraniu. Walka toczyła się nieomal o każdą futrynę, o każdy pokój, o każdy zakątek korytarza. Partyzanci w dalszym ciągu rzucali granaty, co załamało ostateczny opór wroga. Niemcy poddali się a budynki zostały zdobyte. Na niemieckie samochody chłopcy szybko załadowali jeńców, broń, amunicję, żywność i różne materiały, plany, mapy, zdjęcia. Nie było czasu na sprawdzanie, co to jest i czy w ogóle na coś się przyda. Właściwa segregacja miała nastąpić znacznie później, dopiero w lesie. „Żyrko” wraz z kilkoma Gruzinami ruszyli z całym transportem z łupem do obozu zgrupowania.

„Baca” sprawdzając stan oddziału stwierdził, że są wszyscy, tylko jeden lekko ranny. Tymczasem przy odwrocie zauważono w pobliżu szkoły rolniczej i wsi Piłatki ożywiony ruch oddziałów niemieckich. W połowie drogi między zabudowaniami nadleśnictwa a lasem powracający oddział został nagle zaatakowany przez oddziały okupanta, nadciągające z pomocą. Hitlerowcy chcąc odciąć drogę powrotu, zaatakowali jednocześnie z dwóch stron: od nadleśnictwa i wsi Prędocin. „Baca” zdawał sobie sprawę z tego, że przyjęcie walki w otwartym polu, gdzie za osłonę mogły posłużyć jedynie przydrożne, rzadko rosnące drzewa, mendle zboża i płytkie bruzdy, z przeważającą liczebnie siłą wroga było bezcelowe i z góry skazane na niepowodzenie. W tej sytuacji należało, ostrzeliwując się, jak najszybciej wycofać się do lasu. „Baca” skierował oddział w stronę stanowisk kompanii „Hiszpana”, tym samym naprowadzając Niemców na przygotowaną tam zasadzkę.

Chcą okrążyć „Bacę” duża grupa Niemców wpadła wprost na stanowiska przygotowanej zasadzki. I naraz huraganowy ogień kompanii „Hiszpana” osadził ich na miejscu. Długie serie broni maszynowej wstrzymały natarcie Niemców i przycisnęły ich do ziemi. Ogień nieprzyjacielski stał się mniej skuteczny. Osłabły ich śmiałe i bezustanne ataki. W kompanii „Hiszpana” skuteczny ogień prowadził pluton cekaemów, zajmując dogodne stanowiska ogniowe, zwłaszcza na prawym skrzydle. Bitwa toczyła się z całą zaciętością, lecz szybko okazało się, że partyzanci rozstrzygnęli ją na swoją korzyść. Padł rozkaz przygotowania się do natarcia. Kompania „Hiszpana” przeszła do kontrataku jednocześnie z dwóch stron. Pluton cekaemów skutecznie wspierał plutony nacierające na pozycje nieprzyjaciela. Śmiały i zdecydowany atak załamały całkowicie obronę nieprzyjaciela. Hitlerowcy wycofali się. Po zapadnięciu zmroku oddziały partyzanckie wróciły do obozu z dwoma rannymi, w tym jednym ciężko. Straty Niemców wyniosły 20 zabitych, wielu rannych i 29 wziętych do niewoli.

W nocy kilku ludzi pod dowództwem „Miłego” przetransportowało ciężko rannego Gruzina „Felczera” na stałą kwaterą do „Wuja” w Pcinie. Tej samej nocy przerzucono również obóz o kilkanaście kilometrów w głąb lasów małomierzyckich. Następnego dnia placówki partyzanckie zawiadomiły „Ośkę”, że z Chwałowic zabrano wielu gospodarzy jako zakładników za wziętych do niewoli Niemców. Oświadczono im, że tak długo będą przebywać w areszcie, aż wrócą uprowadzeni Niemcy. Jeżeli nie wrócą, czeka ich śmierć. W tej sytuacji po odbyciu narady z kolegami, „Ośka” przeprowadził z jeńcami rozmowę i następnego dnia postanowiono wypuścić ich na wolność. Niemcy warunków dotrzymali - zwolnili gospodarzy jeszcze tego samego dnia. Cały dzień żołnierze segregowali zdobytą broń, oporządzenie i różne dokumenty. A było tego sporo. Broń i amunicję, która nie była na razie potrzebna, przewieziono do magazynów.

W zdobytych materiałach znalazły się również poszukiwane plany operacyjne i zdjęcia lotnicze odcinka frontu Puławy - Sandomierz. W kilka dni później te cenne materiały zostały przekazane dowództwu Armii Czerwonej.

 

Tekst opracowano na podstawie wspomnień Władysława „Boryny” Gołąbka, zawartych w książkach jego autorstwa: W oddziałach Batalionów Chłopskich na Kielecczyźnie, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1958, s. 202-211, Bez rozkazu, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1966, s. 339-349. Z książek tych pochodzą również zamieszczone w tekście zdjęcia.

Kapliczki przydrożne w Chwałowicach (część pierwsza)

Autor: Justyna Górska-Siwiec

 

 Kapliczka domkowa murowana. Fot. Łukasz Smaga 12.04.2009

Kapliczka domkowa murowana. Fot. Ł. Smaga 12.04.2009

W 1996 roku Muzeum Wsi Radomskiej rozpoczęło rozbiórkę, przewiezienie i zestawienie zagrody z Chwałowic koło Iłży. Korzystając z okazji, przeprowadziłam wtedy w Chwałowicach badania terenowe dotyczące małych obiektów architektury sakralnej. W 1998 roku przeprowadziłam na ten temat wywiady terenowe i rozprowadziłam ankietę wśród uczniów najstarszych klas tamtejszej szkoły podstawowej. Stwierdziłam istnienie 17 takich obiektów: 5 krzyży i 12 kapliczek.

Najstarszym z nich jest krzyż - figura kamienna, zlokalizowana na działce Nadleśnictwa Małomierzyce (oddział w Chwałowicach Górnych). Prosty kamienny krzyż o wysokości 120 cm został ustawiony na postumencie tej samej wysokości. Jedyną ozdobą krzyża jest umieszczona na skrzyżowaniu ramion rzeźbiona forma ogniw łańcuszka ułożonych w krąg, którą mieszkańcy wsi [1] identyfikują z koroną cierniową lub łańcuchem niewoli. Tę drugą teorię potwierdzać może data wykonania krzyża, wyryta na jego pionowym ramieniu „1836”. Pierwotna intencja ustawienia krzyża jest nieznana, obecnie w Chwałowicach nabrał on nowych znaczeń. Zlokalizowany przy ruchliwej drodze, wiodącej z Chwałowic do Pasztowej Woli, Prędocina i Rzechowa, wśród ludności słynie z tego, że „... proszę pani, tu pijaków straszy...” [2]. „Wracałem z Pasztowej Woli z kawalerki, trochę my wypili, idę koło figury, patrzę, a pod nią mój pogrzeb. Na przedzie postać jakaś niesie krzyż, a za nią płynie przez nikogo nie trzymana trumna, za trumną ojciec mój, co już dziesięć lat nie żyje, z pałką w ręku wygraża i krzyczy, że jak będę pił, to nikt mojej trumny, jak zemrę niósł nie będzie” [3].

W trudnych latach stanu wojennego (1981-1983) w Chwałowicach Podjedlance, na działce Jana Marka, naprzeciwko jego domu zawalił się ze starości sosnowy krzyż, ustawiony w tym miejscu w 1919 roku na pamiątkę zmarłych w czasie cholery. Rodzina Marków na leżący w polu krzyż „patrzeć nie mogła” [4]. Jan Marek - stolarz - z zakupionego na zupełnie inne cele dębu wykonał nowy, sześciometrowy krzyż i przy pomocy kilku kolegów w środku nocy wkopał go w miejsce starego. Tej samej nocy spróchniały, stary krzyż porąbano i spalono. Na nowym krzyżu celowo nie umieszczono daty - bezpieczniej zdaniem J. Marka było udawać, że nic się nie zmieniło, że krzyż, który stoi, jest w tym miejscu już od sześćdziesięciu lat.

Epidemie cholery często nawiedzały ziemie polskie, nie omijając Chwałowic. W pamięci ludzkiej zachowała się wiedza o miejscu pochówku zmarłych na tą chorobę - na skraju Chwałowic Podjedlanki, na ziemi będącej obecnie własnością rodziny Pryciaków. „Od zawsze ze sto i lat albo i dłużej” [5] stał w tym miejscu drewniany krzyż. Stoi i dziś - oczywiście nie ten sarn. Drewno, materiał nietrwały, szybko niszczeje narażony na wpływ czynników atmosferycznych, metoda konserwacji „wynaleziona” przez mieszkańców wsi jest bardzo prosta - stary krzyż porąbać i spalić, a w tym samym miejscu postawić nowy. Obecny, ośmiometrowy krzyż zabezpieczono poprzez umieszczenie go na betonowym szczudle i obicie szczytów ramion blachą. Na krzyżu blaszany odlew figury Chrystusa, zakupiony specjalnie w tym celu przez A. Pryciaka w Częstochowie.

Na granicy pól uprawnych i lasu w Chwałowicach Górnych widać już z daleka ośmiometrowy, dębowy krzyż. Na poprzecznych ramionach krzyża widnieje napis: „Nadzieja nasza”. Na ramieniu pionowym jedna pod drugą cyfry tworzące datę „1945”. Krzyż, w 1945 roku, został postawiony przez partyzantów z AK na intencję szybkiego zakończenia wojny oraz opuszczenia kraju przez wojska niemieckie i radzieckie [6].

Nową formą krzyża, jest postawiony w 1985 roku w miejscu wypadku drogowego. Krzyż dwuipółmetrowej wysokości wykonany został z żelaza (żelazo i stal to stosunkowo nowe materiały do wykonywania obiektów sakralnych, wysoko cenione wśród ludności ze względu na łatwą dostępność i dużą trwałość) i wkopany w ziemię. Zakończenia ramion w formie łez. Na krzyżu fabryczny odlew - figurka Jezusa, uzupełniona o pręty żelazne odchodzące od niej promieniście. Krzyż postawiony przez Jana Partykę w miejscu, gdzie jego najstarszy, wówczas siedemnastoletni, syn zginął tragicznie (jadąc motorem zderzył się z traktorem). Oznaczenie miejsca nagłej i tragicznej śmierci nie jest zjawiskiem nowym. Gdy życie zostało nagle przerwane można przypuszczać, że dusza zmarłego będzie dążyć do kontynuacji tego, co w normalnym życiu przeżyłaby wspólnie ze społecznością, od której została oderwana. Dla uspokojenia tej duszy stawia się więc krzyż lub kapliczkę [7]. Coraz więcej miejsc przy drogach jest więc w ten sposób „oznakowanych”. Pełnią one dodatkową rolę ostrzegawczą „niech inny wie, kiedy zdjąć nogę z gazu” [8]. Matka zmarłego, w rocznicę urodzin i śmierci syna ubiera krzyż koroną ze sztucznych kwiatów - gerberów i róż.

Przy wjeździe do Chwałowic, na skrzyżowaniu dróg do Iłży i Piłatki stoi największy obiekt sakralny wsi - kapliczka domkowa. Do murowanego budynku o wymiarach 3 x 3 x 3,5 m wchodzimy po pięciu stopniach. Kapliczka zbudowana z kamienia, okryta czterospadowym dachem wykonanym z papy, na szczycie dachu krzyż metalowy. W ścianie frontowej dwuskrzydłowe drzwi drewniane, w połowie oszklone, zamykane na klamkę (łatwa dostępność obiektu). Kapliczka z zewnątrz ogrodzona płotkiem metalowym, wykonanym z gotowych fabrycznych przęseł z dwuskrzydłową furtką, zamykaną na sztabkę. Płotek otaczający kapliczkę i jej drzwi pomalowane niebieską farbą olejną, całość bielona wapnem. Wewnątrz kapliczki urządzono mały ołtarzyk. Na ścianie przeciwległej do drzwi, wzdłuż całej jej długości murowany podest o wysokości 0,7 i szerokości 0,5 m, okryty białym obrusem. Na nim drewniana pasyjka. Po obu jej stronach dwie barwne figurki gipsowe, przedstawiające Matkę Boską Niepokalaną. Nad ołtarzykiem, na niebieskim tle ścian, dwa barwne oleodruki w złoconych, drewnianych ramach, przedstawiające Matkę Boską Częstochowską. Na ścianie na prawo niewielki, również barwny oleodruk - Matka Boska Różańcowa. Obrazy przybrane plastikowymi kwiatuszkami - różami i gerberami; ale przy ołtarzyku stoi także kryształowy flakon pełen świeżych kwiatów.

Dokładna data wystawienia kapliczki nie jest znana, w pamięci ludzkiej zachowała się informacja o jej fundatorce - Annie Solskiej. Małżeństwo Anny i Józefa Solskich bardzo długo było bezdzietne. Anna ufundowała kapliczkę w podzięce za późne i już mało spodziewane macierzyństwo [9]. Pamiętając o tej intencji, wszystkie mieszkanki Chwałowic opiekujące się kapliczką, ściśle przestrzegają zasady nie zawieszania w niej obrazów innych, niż przedstawiające Matkę Bożą.

Jak już wspomniałam, dokładna data powstania kapliczki jest nieznana, z pewnością stała już w czasie I wojny światowej - ponoć ukrywał się w niej żołnierz austriacki, „cudem” uchroniony przed śmiercią przez Matkę Boską. Kapliczka zadbana, w latach dziewięćdziesiątych wysiłkiem finansowym mieszkańców wsi odnowiona - między innymi wymieniono stary, drewniany gontowy dach na kryty papą, systematycznie odmalowywana i bielona.

Ze względu na lokalizację kapliczki przy głównej drodze prowadzącej z Chwałowic do kościoła parafialnego w Iłży, każdy pogrzeb zatrzymuje się przed nią, odmawiane jest Ojcze nasz, Zdrowaś Mario i Wieczne odpoczywanie za duszę zmarłego, po czym pogrzeb ze śpiewem: Dobry Jezu a nasz Panie rusza dalej. Mieszkańcy wsi traktują ten przystanek jako ostateczne pożegnanie osoby zmarłej ze wsią i lokalną społecznością.

Za najstarszy obiekt sakralny we wsi uznawana jest figura Matki Bożej Niepokalanej. Półtorametrowa figura, datowana na XVIII wiek, ustawiona jest na postumencie tej samej wysokości przez ludność miejscową.

Wykonana z piaskowca, w chwili obecnej mało czytelna - liczne ukruszenia w rzeźbie, ale i troska miejscowych, przejawiająca się w częstym bieleniu wapnem nie tylko nie pozwalają na ocenienie jej walorów artystycznych, ale również utrudniają odczytanie napisu na postumencie „Na chwałę Panu”. Od tego właśnie napisu mieszkańcy wsi wywodzą jej nazwę: „Na chwałę Panu, chwalmy Pana - Chwałowice” [10].

Z I wojną światową związana jest słupowa kapliczka z kamienia łączonego z piaskowcem. Czworościenny słup kamienny z wnęką, zwieńczony krzyżem, ufundowany został w intencji przeżycia wojny przez Jakuba Nogajskiego w 1917 roku. We wnęce kapliczki figura z piaskowca - Matka Boska Niepokalana, na krzyżu figura Chrystusa - obie wykonał ponoć zdolny kamieniarz z Iłży. Na postumencie, poniżej wnęki, napis: „Na cześć i chwałę Panu Bogu wystawił ten krzyż Jakub Nogajski 1917”. Nad łukiem wnęki: „Pod Twoją obronę uciekamy się”.

(Recenzował prof. Marian Pokropek)

 [Przypisy]

[1] Podał J. Czarnecki, ur. 1931.

[2] Podała A. Szymela, ur. 1962.

[3] Podał Z. Mirota, ur. 1973.

[4] Podał J. Marek, ur. 1956.

[5] Podał A. Pryciak, ur. 1953.

[6] Podał A. Barszcz, ur. 1932.

[7] M. Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 1996, s. 357.

[8] Podał J. Partyka, ur. 1952.

[9] Podała A. Orczykowska, ur. 1931.

[10] Podał J. Czarnecki.

Artykuł powyższy ukazał się w: S. Zieliński (red.), Wieś Radomska 6, Radom 2001, s. 337 - 341. Jest to czasopismo wydawane przez Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu.

Kapliczki przydrożne w Chwałowicach (część druga)

Autor: Justyna Górska-Siwiec

 

Kapliczka domkowa murowana. Fot. Łukasz Smaga 26.01.2010

Kapliczka domkowa murowana. Fot. Ł. Smaga 26.01.2010

Ciekawa, głównie z racji intencyjności, jest kolejna kapliczka słupowa. Formą architektoniczną zbliżona jest do opisywanej wcześniej - słup zwieńczony krzyżem. Na krzyżu płaskorzeźbiona postać Chrystusa, w centralnej części słupa wnęka, we wnęce również płaskorzeźbiona postać Matki Boskiej Różańcowej. Całość tynkowana, malowana na blady róż. Zbliżona również jest data powstania - lata dwudzieste XX wieku. Na interesującą intencyjność kapliczki wskazuje napis umieszczony pod wnęką: „Na cześć i chwałę Bogu wystawiłem mając lat 90 Paweł Chmielewski”. Jest to więc kapliczka ufundowana w podzięce za długie i szczęśliwe życie - zdecydowanie najpopularniejsza kapliczka we wsi. W maju przy niej zbierają się dziewczęta na „majówki”. Do II wojny światowej praktycznie wszyscy mieszkańcy wsi spotykali się przy kapliczce w wieczory majowe. Teraz starsi z rozrzewnieniem patrzą na coraz mniej liczną grupę dziewcząt śpiewających Litanię Loretańską do Najświętszej Marii Panny, Gwiazdo śliczna wspaniała, U której berło, Pod Twoją obronę czy Z Dawna Polski Tyś Królową. Telewizja, łatwość dojazdu do pobliskiej Iłży czy Radomia, doprowadziły do sytuacji, w której w „majówkach” uczestniczy bardzo niewiele osób, a te, które śpiewają, to dziewczęta, traktujące te spotkania jako próbę przed występami w chórze w kościele w Iłży.

W oparciu o wzory architektoniczne dawnych kapliczek słupowych pięćdziesiąt lat po powstaniu wyżej omawianych, czyli w latach siedemdziesiątych, wybudowano kapliczkę z nowych surowców. Na rozstaju dróg, między Chwałowicami Górnymi a Podjedlanką stoi kapliczka, której słup zamiast z kamienia wykonano z lastryka. Rzeźbę Chrystusa, która w starszych kapliczkach była z piaskowca zastąpiono figurą z blachy, a wnękę oszklono. Na kapliczce napis: „Na cześć i chwałę Bogu tę figurę postawili Stanisław i Franciszka Jamroży”. Fundatorką obiektu była Franciszka Jamroży, a jej intencją - spokój duszy nieżyjącego męża. Dodać należy, że w miejscu tym „od zawsze” stal krzyż drewniany, który zastąpiono tą właśnie kapliczką.

II wojna światowa to w historii Polski okres zawieruchy i zagłady, a w ludzkich sercach wielkiego strachu. Wielu mieszkańców miast ukrywało się we wsiach, uznając drewniane chałupy za bezpieczniejsze od miejskich kamienic. Pewnie z taką myślą przybył do Chwałowic Wojciech Marek. Ciekawa z pewnością była to postać, która różnie zapisała się w ludzkiej pamięci. Dwunastoletni Mateusz Piątek pisze o nim: „Był to starzec imieniem Wojciech Marek, był żebrakiem i stawiał kapliczki w różnych miejscach. Pewnego razu miał wizję, że zostanie świętym. Niestety, szczęście mu nie dopisało. Ale na tamtym świecie ma może spełnione swoje marzenia i jest szczęśliwy”. Taką wiedzę przekazali chłopcu zapewne dziadkowie i pradziadkowie. Z informacji starszych mieszkańców wsi wiemy, że Wojciech Marek pojawił się w Chwałowicach w 1943 roku, przyjechał do nich z Radomia i mieszkał tu do zakończenia wojny. W czasie swego pobytu zorganizował wśród miejscowych mieszkańców składki i dla siedmiu z nich zamówił u miejscowego stolarza kapliczki szafkowe, wykonane według własnego projektu. Kapliczki postawiono na terenie ogrodów przydomowych, w obszarze zagrody, zawsze frontem do drogi. Sześć z nich przetrwało w niezmienionej formie do dziś - na prostym dębowym słupie, na wysokości od 100 do 120 cm szafka sosnowa o wymiarach 45 x 35 x 25 cm, z przodu przeszklona, kryta daszkiem dwuspadowym o wysokości 20 cm, zwieńczona dziesięciocentymetrowym krzyżykiem. Wewnątrz kapliczek obrazki papierowe w dodatkowej ramie drewnianej za szkłem. W domach, gdzie mieszkają dzieci są to „Pamiątki I komunii świętej”, np. w rodzinie państwa Nogajskich jest zwyczajem umieszczanie tego typu obrazków najmłodszego w danym momencie dziecka w rodzime - przy czym nowszym zasłania się starszy, nie wyjmując go. Rodzina Nogajskich „uzbierała” w ten sposób pięć obrazków - najstarszy z 1962 roku. W pozostałych kapliczkach umieszczone są obrazki przedstawiające Matkę Boską Częstochowską - pamiątki pielgrzymek. Jak wspomniałam, sześć kapliczek przetrwało w niezmienionej formie, jednak dwie z nich odnowiono - w jednej obito drewniany daszek cienką blachą i zmieniono krzyżyk na blaszany, w drugiej wymieniono dębowy słup na metalowy. Natomiast siódma kapliczka ustawiona zresztą w miejscu stojącej poprzednio od 1944 roku starej, została wykonana w pełni na jej wzór, z dokładnym powtórzeniem wymiarów, jednak z innych surowców. Rolę słupa, na którym ustawiono szafkę pełni żelazna rura, a sama szafka zespawana jest z płytek stalowych.

Obiekty małej architektury sakralnej w Chwałowicach wykonane są z tanich surowców: kamienia, piaskowca czy drewna sosnowego lub dębowego. Drzewa tych gatunków gęsto porastają tutejsze lasy małomierzyckie i podjedlańskie. Z pewnością łatwa dostępność tych materiałów sprzyja ich licznemu powstawaniu. W 2000 roku planowano ustawienie dwóch kapliczek z okazji Millennium. Wszystkie kapliczki są zadbane. Kapliczki słupowe bieli się wapnem raz do roku, najczęściej przed Wielkanocą. Obiekty drewniane regularnie oczyszczane są z mchu.

Rokrocznie, przed majem, kapliczki i krzyże ubiera się. Szafki kapliczek ozdabia się „koronkami” z plastikowych kwiatków - gerberów i róż. Do kapliczek słupowych, ogrodzonych płotkiem, dowiązuje się - od krzyża w zwieńczeniu kapliczki do szczebelków płotka – wstążki pasmanteryjne: białe, czerwone, niebieskie i żółte. Na postumentach ustawiane są w słoikach świeże kwiaty - gatunki, które aktualnie kwitną, najpopularniejsze są bzy, piwonie i astry. Przed kapliczkami, wewnątrz ogrodzenia, tworzone są czasem miniaturowe ogródki. We wnętrzu jedynej kapliczki domkowej we wsi oprócz niejako stałego przybrania koronkami ze sztucznych kwiatów, co niedziela w okresie wiosenno-letnim wstawiane są do flakonu bukiety z kwiatów zebranych w przydomowych ogródkach. Prócz niezbędnych „wiosennych” porządków, nasilone dbanie o obiekty sakralne zauważalne jest w okresie zielonoświątkowym i przed dniem zadusznym.

Przed Bożym Narodzeniem dodatkowo obficie ubiera się obiekty jedliną - krzyże stroi się girlandami z niej, łączonymi czasami wstążką. W większości kapliczek chwałowickich umieszczone są wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej. Wiąże się to z pewnością z popularnością pielgrzymek do Częstochowy wśród mieszkanek Chwałowic. Mieszkanek - bo to kobiety z reguły zajmują się obiektami sakralnymi, to one ubierają je, upiększają kwiatami, a przede wszystkim to właśnie one najczęściej się przy nich modlą.

Kapliczki, krzyże, darzone są powszechnym szacunkiem. Mijając je, ludzie - szczególnie starsi - żegnają się, a mężczyźni zdejmują czapki. Co ciekawe, nie dotyczy to kapliczek szafkowych. Być może ich lokalizacja w obrębie zagrody, brak odrębnego ogrodzenia, pozwala uważać je za domowe, bardziej oswojone, łatwiej dostępne - nie wymagają więc aż takiego dystansu, wykonania „ruchów zbliżających”. Jak pisze M. Eliade [11] właśnie ogrodzenie podkreśla ciągłą obecność hierofanii wewnątrz miejsca ogrodzonego, a dodatkowo chroni człowieka niewtajemniczonego (profana) przed niebezpieczeństwem, które mogłoby mu zagrażać w przypadku niebacznego przekroczenia granicy. Praktycznie wszyscy mieszkańcy Chwałowic uważają znieważenie obiektu sakralnego lub zniszczenie go za świętokradztwo, za które profana może i powinna spotkać kara.

Zestawienie małego obiektu sakralnego w Muzeum Wsi Radomskiej jest sprawą konieczną. W swym założeniu skansen odtwarza wieś radomską w jej możliwie całkowitym kształcie, a bez religijności ludowej jest ona niekompletna, a więc nieadekwatna do rzeczywistości. Już w 1978 roku zalecano stare obiekty sakralne przenosić do muzeów mazowieckich [12]. O ile jednak mieszkańcy wsi chętnie pozbywają się drewnianych budynków mieszkalnych czy gospodarczych, traktując je jako relikt zacofania, to obiekty małej architektury sakralnej darzone są pietyzmem, szacunkiem i miłością. Najrozsądniejszym działaniem w takiej sytuacji wydaje się być wykonanie rekonstrukcji wybranej kapliczki i umieszczenie jej na terenie Muzeum Wsi Radomskiej.

(Recenzował prof. Marian Pokropek)

[Przypisy]

[11] Historia wierzeń i idei religijnych, T. 1, wyd. 2, Warszawa 1997, s. 323.

[12] B. Bojanowska, Kapliczki i krzyże przydrożne na Mazowszu w XIX w., Warszawa 1978.

Artykuł powyższy ukazał się w: S. Zieliński (red.), Wieś Radomska 6, Radom 2001, s. 337 - 341. Jest to czasopismo wydawane przez Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu.

1 ... 11