Wszelkie informacje, zdjęcia i materiały na temat Chwałowic mile widziane i żmudnie poszukiwane. Proszę się nimi dzielić, a być może znajdzie się też dla nich miejsce w tym miejscu. email: bagyage@gmail.com
poniedziałek, 22 listopada 2010
Cegielnia w Chwałowicach

Opracował: Ł. Smaga

W pierwszej kolejności winien jestem sprostowania. Dotychczasowy wpis na temat cegielni odpowiadał rzeczywistości w zasadzie tylko w warstwie tekstowej. Dokumentacja fotograficzna nie przedstawiała natomiast budynku cegielni, lecz budynek suszarni chmielu. Moim błędem, spowodowanym nie sprawdzonymi informacjami, było przyporządkowanie zdjęć do tekstu na temat cegielni. Pierwotny wątek więc odpowiednio zmieniłem, zaś w tym miejscu umieszczam wiadomości o cegielni. Usytuowana ona została na Nowej Wsi, mniej więcej naprzeciwko budynków nadleśnictwa oraz pomnika poświęconego rozbrojeniu hitlerowskiego sztabu dywizyjnego przez oddział BCH. W cegielni prowadzona była produkcja cegieł ceramicznych, wypalanych z gliny, pozyskiwanej z okolicznych złóż. Powstała w roku 1922, co było związane z budową szkoły rolniczej [1]. Cegielnia prowadzona była w późniejszym czasie przez S. Skrzydelskiego. W latach 70-tych cegielnia przestała funkcjonować [2].

[Przypisy]

[1] J. Błaszczyk, M. Smaga, W. Smaga, 70 lat Szkoły Rolniczej w Chwałowicach, Chwałowice 1998, s. 13.

[2] J. B. Orczykowski, Chwałowice na Przedgórzu Iłżeckim, (maszynopis), s. 46.

czwartek, 18 listopada 2010
Katastrofy i awarie lotnicze w okolicach Iłży

Opracował: Ł. Smaga

Oczyszczalnia

W okolicach tego miejsca w Chwałowicach miała miejsce awaria lotnicza w latach 60-tych. Fot. Ł. Smaga 31.10.2010

W dniu 23 września 1965 r. 7 km na płd. wsch. od Iłży miała miejsce awaria samolotu TS-11 0207, pilotowanego przez pchor. Michała Paniutycza. Awaria instalacji paliwowej spowodowała zgaśnięcie silnika. Samolot został zniszczony podczas lądowania w terenie przygodnym. W dniu 30 stycznia 1987 r. w okolicach Iłży ppłk Jerzy Bachta podjął w samolocie I-22 próby flatterowe (specjalnie odstrzeliwane rakiety pod skrzydłami wprowadzające skrzydło w drgania), które zakończyły się katastrofą. Powyższe informacje dotyczą zdarzeń lotniczych, w których uczestniczyły statki powietrzne i (lub) piloci z radomskiego 60 Lotniczego Pułku Szkolnego oraz 2 Ośrodka Szkolenia Lotniczego i zostały zaczerpnięte z: AEROMAX Monografie Lotnicze TS-11 Iskra. Na pewno awaria samolotowa miała miejsce w Chwałowicach, na łąkach w pobliżu obecnie usytuowanej oczyszczalni ścieków. Być może była to awaria samolotu TS-11 0207 z dnia 23 września 1965 r., aczkolwiek nie jestem tego pewien z tego względu, że miejsce to nie leży 7 km na płd. wsch. od Iłży. Być może jednak taka lokalizacja awarii została podana omyłkowo.

Tekst powyższy został opracowany na podstawie: http://www.air.radom.pl/wypadki.htm, gdzie można znaleźć znacznie bogatszą listę awarii i katastrof lotniczych.

Zwoleńska scena hc/punk lat 90-tych (cz. 1)

Wywiad z Arkiem, wokalistą zespołu RODE MOR.

1. W jaki sposób punk dotarł do Zwolenia? Jak bardzo był popularny, jak wyglądał i kto tworzył ten ruch w latach 80-tych i 90-tych? Punk dotarł do Zwolenia w latach 80-tych. To były czasy Jarocina itd. Pamiętam pierwszą ekipę punkową w Zwoleniu. Irokezy itd. Jak na takie miasto byli to ludzie wręcz legendarni. Oczywiście dla większości mieszkańców negatywnie. To tak jak w tekście „Wariat” REJESTRACJI. W latach 90-tych powstała nowa ekipa w jakiś bliżej nieokreślony sposób. Byli ludzie, którzy się tym interesowali. Stworzyła się taka nasza lokalna scena undergroundowa. Wszyscy się wspólnie spotykali. Można powiedzieć, że to był taki zbiór ludzi o alternatywnych zainteresowaniach. Oczywiście nie było podziału na punków, metali itd. W małomiasteczkowości jakakolwiek odmienność budzi i niesie za sobą nietolerancję i niezrozumienie. Dlatego trzymaliśmy się razem. Do legendy przeszła chyba dla ludzi z tamtych czasów knajpa „Pączek” gdzie mogliśmy się spotykać.

2. Jaki był odbiór ruchu hc/punk ze strony społeczności zwoleńskiej, władz miasta? W tamtych czasach nikt nie zadawał sobie trudu nad zrozumieniem tego typu zjawisk. W powszechnym odbiorze społecznym one były utożsamiane wprost z patologią. Tak to mniej więcej wyglądało. Uczciwie też trzeba powiedzieć, że dzięki paru osobom o otwartych umysłach były wtedy dość często koncerty w Miejskim Domu Kultury. Nawet kiedyś próby. Potem każdy działał na własną rękę.

Rode Mor

3. Jakie zespoły tworzyły scenę hc/punk w Zwoleniu? Pierwszym zespołem, który ja ogarniam dobrze pamięcią była NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ. Zespół założony przez młodych wtedy chłopaków grający mocny hc/punk około 1993 r. To na ich koncertach zawsze była najlepsza zabawa. Grali chyba najwięcej też po okolicach. NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ w pierwszym składzie to: Michał vel „Sedes” vel „Witek” (wokal, gitara), Przemek vel „Stasio” (bas), Mariusz vel „Jawek” (perkusja). Potem doszedł do nich Tomek vel „Tołdi” na drugą gitarę. W tym czasie „Tołdi” z Mariuszem vel „Mańkiem” (bas) i Marcinem vel „Wózkiem” (perkusja) tworzyli PRZEPOMPOWNIĘ ŚCIEKÓW. Oczywiście to też była punkowa kapela. Oba te zespoły w naturalny sposób stopniowo ewoluowały. W tym czasie w Zwoleniu istniało też sporo metalowych grup, które w sposób oczywisty były też w tej naszej ekipie. Nazw jednak już bardzo nie kojarzę. Potem powstały kolejne kapele: RODE MOR i 10 LUSTRO. Wcześniej staraliśmy się zrobić z kolegą Jarkiem, który był taką dość napędową siłą tamtej sceny ciekawy projekt taki zimnofalowy pod nazwą BEZ ZNACZENIA. Nie udało się jednak tego ciągnąć dłużej. Następnie założyliśmy RODE MOR. Dość długo chodził mi po głowie pomysł na granie. Nie był może zbyt oryginalny, bo chodziło o mieszanie hc/punk z reggae, ale miał się opierać na kreatywności, wymyślaniu czegoś ciekawego z ambitnymi tekstami. Ogólnie wynikało to z charakteru podejścia do zagadnienia hc/punk. Ja osobiście bardziej zawsze się utożsamiałem z hard core i ze sceną amerykańską niż z ruchem punk w stylu „no future”. Z grubsza chodziło o to żeby mieć jakiś cel w życiu i tworzyć. Działać kreatywnie. Tak to wtedy widziałem. RODE MOR w pierwszym składzie to: Agnieszka vel „Pajda” (wokal, później klawisze), Arek vel „Bednar” (wokal), Mariusz vel „Maniek” (bas, ex - PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW), Tomek vel „Tołdi” (gitara, ex - PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW), Marcin vel „Wózek” (perkusja, ex - PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW). Można powiedzieć, że cała PRZEPOMPOWNIA ŚCIEKÓW plus ja z Agnieszką. Oczywiście z założenia chcieliśmy grać zupełnie co innego. Po jakimś czasie za „Wózka” doszedł „Witek” (Michał vel „Sedes”, wokal, gitara i główny macher NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI i 10 LUSTRA, który grał u nas akurat grał na perkusji). Równolegle „Witek” tworzył swoją nową, bardzo ciekawą kapelę 10 LUSTRO. To była duża ewolucja w stosunku do NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI. Skład zespołu tworzyli: Michał vel „Sedes” vel „Witek” (wokal, gitara), Tomek vel „Tołdi” (gitara), Przemek vel „Stasio” (bas), Magda (klawisze), Marcin vel „Guzman” (perkusja). Trwało to wszystko tak mniej więcej do 1997 r. W tym czasie studiowałem już w Łodzi, jedną nogą byłem w zupełnie innym świecie. Później wyjechałem na dobre ze Zwolenia. Nie wiem co się działo dalej.

4. Mógłbyś napisać parę słów na temat zwoleńskich zinów? „Inwigilację” i „Licentia Poetica” tworzyliśmy z Radkiem vel „Benym” moim bratem oraz z grupą przyjaciół m.in. „Mańkiem”. Naturalna potrzeba pisania spowodowała, że zrobiliśmy 3 numery „Inwigilacji”, w której staraliśmy się przeprowadzać wywiady z ciekawymi z naszego punktu widzenia zespołami ówczesnej sceny hc/punk. Można powiedzieć, że to była większość dobrze znanych zespołów takich jak: SCHIZMA, APATIA, POST REGIMENT, INKWIZYCJA, EWA BRAUN itd. Oczywiście „Inwigilacja” to nie tylko muzyka i wywiady. Staraliśmy się też prowadzić część tzw. artystyczno - publicystyczną. Na pewno tworzenie tego zina to było bardzo ciekawe doświadczenie dla nas i przyjemne spędzanie czasu. Równolegle sporo się interesowaliśmy literaturą, zwłaszcza poezją stąd pomysł na art zine „Licentia Poetica”.

5. Czy były jeszcze jakieś inne inicjatywy związane ze zwoleńskim środowiskiem hc/punk? Mieszkając w Radomiu w internacie uczestniczyłem w różnych tamtym czasie inicjatywach, akcjach proekologicznych itp. W Zwoleniu raczej nie było tego typu zjawisk. Każdy rozwijał swoją, że tak to nazwę świadomość indywidualnie. Oczywiście była to dość liczna grupa, myślę około 50 osób. Różni ludzie, różne pomysły.

6. Jak wyglądały koncerty w Zwoleniu? Koncerty najczęściej się odbywały w Domu Kultury. Te były najliczniejsze i najciekawsze. Potem pamiętam koncerty nawet u „Witka” przed domem, a także w wielkiej hali po magazynach zbożowych gdzie głównie grały zespoły disco polo (hehe). Fajne koncerty odbywały się też w sąsiednich miastach.

7. Na ile silne mieliście kontakty z ludźmi i zespołami z innych miejscowości? Z racji prowadzenia „Inwigilacji” mieliśmy sporo znajomości po całej Polsce. Korespondencja (pocztowa wtedy jeszcze), sporo jeździliśmy na koncerty. Najbardziej pamiętam wizyty w Pile i Dąbrowie Górniczej. Na pewno też kumplowaliśmy się z ludźmi ze wszystkich ościennych miejscowości.

Zwoleńska scena hc/punk lat 90-tych (cz. 2)

Wywiad z Arkiem, wokalistą zespołu RODE MOR.

8. Czy obecnie członkowie sceny zwoleńskiej angażują się w działalność kulturalną? Ciężki mi odpowiedzieć na to pytanie, czy w Zwoleniu w ogóle można obecnie mówić o scenie. To moje rodzinne miasto, ale po przeprowadzce do Poznania ponad 10 lat temu bywam tam bardzo, bardzo sporadycznie.

9. Zespoły NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ i RODE MOR związane były ze sobą dość silnie personalnie i towarzysko. Jakie były powody powstania dwóch zespołów? Chyba decydowały pomysły autorskie obu ekip i ludźmi z nimi związanych. Niby w sumie skład z grubsza ten sam, tylko inne osoby nadawały ton. Stąd różne wizje. Towarzysko wszyscy byli związani ze sobą, bo jak wiadomo wszyscy byliśmy jedną ekipą.

10. Skąd się wziął się pomysł na nazwę RODE MOR? Jej rodowód jest chyba duński? Któregoś dnia chyba „Pajda” przyniosła pisemka z twórczością „Rode Mor”. Jakoś nas to wciągnęło, zwłaszcza obrazy. „Rode Mor” to duński ruch artystyczny o zabarwieniu lewicowym. Do tego samo brzmienie tej nazwy - „czerwona matka”. To był początek lat 90-tych. Wszystko się zgadzało. Spodobało nam się i tak zostało.

11. Jak dużo koncertów zagrał RODE MOR? Które były najważniejsze, które najbardziej pozostały w pamięci? Specjalistą od koncertów była NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ. My zagraliśmy ich bardzo mało. Wynikało to między innymi z faktu, że studiując w Łodzi przyjeżdżałem do Zwolenia raz na dwa tygodnie. Wtedy robiliśmy próby. Najciekawszy koncert jaki pamiętam zagraliśmy w Puszczy Kozienickiej. Impreza w środku lasu, duża ekipa punkowa, wszystko jakoś kompletnie odjechane, nierealistyczne.

Niepełnosprawność

12. RODE MOR nagrał dwa materiały. Czy mógłbyś je porównać ze sobą zarówno pod względem tekstowym, jak i muzycznym? Pod względem tekstowym było podobnie. Dla mnie osobiście to było bardzo ważne. Chodziło o przekazywanie tekstów w muzyce. Taka poezja śpiewana inaczej. Wtedy byłem zafascynowany wieloma autorami. Najbardziej Wojaczkiem. Stąd „Na kamieniu serca”. W RODE MOR były też teksty Lipskiej, urywki Biblii i Wharton, który nie był Whartonem, czyli tekst: „Ze ściany”. Zabawna historia z tym kawałkiem. Graliśmy próby w takim ciekawym miejscu gdzie na ścianach każdy pisał na co miał ochotę. Pewnego dnia po prostu zacząłem fragment ze ściany śpiewać do nowego kawałka i tak zostało. Podpisane było Wharton, ale przyznam się szczerze nigdy u niego tego nie znalazłem. Wyszło śmiesznie. Kultowy wśród znajomych był inny tekst ze ściany: „Zwoleń domaga się dostępu do morza”. Muzycznie oba materiały są do siebie podobne. Po zmianie perkusisty zaczęliśmy grać trochę ostrzej. Doszły klawisze. Trafiła nam się okazja podsumować naszą działalność nagraniem w studiu. W tamtych czasach to była wielka gratka. Mieszkałem w akademiku w Łodzi, w którym działało radio studenckie „Żak”. Tam nagraliśmy drugą wtedy kasetę „AUTONOMIA”. Życie wymusiło to, że wokale były dogrywane 2 tygodnie później stąd na tym materiale śpiewam sam. Trochę z konieczności. Szkoda. Sporo tekstów było pisane pod dialog kobiety z mężczyzną.

13. Dlaczego drugie nagranie RODE MOR nie ukazało się nigdzie? To było podsumowanie naszej działalności. Po nim praktycznie zespół przestał istnieć. W tamtych czasach rzeczy odbywały się wolniej. Wydawanie czegokolwiek też. Nie chciałem tego robić byle jak. Zresztą nie mieliśmy takiej presji. Wyszło tak, że ten znacznie lepiej nagrany materiał nigdzie nie był dostępny. Pozostała jednak pamiątka i to ważne.

14. Słuchając nagrań NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI i RODE MOR odnoszę wrażenie, że twórczość tych kapel tworzy specyficzny klimat. Wydaje mi się, że powiązania personalne nie stanowią wystarczającego uzasadnienia takiego stanu rzeczy? Czyżby miał na to wpływ klimat miasta Zwolenia? Czy w ogóle uświadamialiście sobie, że tworzycie coś oryginalnego? Raczej nie uświadamiamy sobie. Osobiście jest mi miło, że ktoś tym się interesuje tym co robiliśmy. Klimat miasta był jedyny i niepowtarzalny wtedy. Przynajmniej dla nas. Materiały są mocno poetycko - refleksyjne przy dość mocnej jednak muzyce może stąd to wrażenie.

15. NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ i RODE MOR śpiewały teksty Rafała Wojaczka, Andrzeja Bursy. Dlaczego właśnie ci autorzy? Tak jak napisałem, dużo czytałem wtedy poezji, dużo pisałem. To samo robił wtedy Michał i inni. Chyba wszyscy. Tu trzeba zaznaczyć, że Zwoleń to miasto Jana Kochanowskiego. Wychowaliśmy się w tej atmosferze. Kochanowski to, Kochanowski tamto. Sporo osób coś tworzyło, a Janek był naszym dobrym duchem. Nie tylko w postaci pomnika, na którym często spotykaliśmy się towarzysko.

16. W tekstach RODE MOR, które są Twojego autorstwa, podobnie jak w niektórych utworach NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI również przez Ciebie napisanych, nie są poruszane klasyczne dla środowiska hc/punk tematy. Dominuje w nich świat wewnętrznych przeżyć człowieka. Z czego wynika taki kierunek twórczości i czy w ogóle nie pisałeś tekstów tzw. zaangażowanych? Zawsze pisałem dla siebie. Lubię i lubiłem. Taka metoda na prywatne katharsis. Tu nie chodziło o klasyczne schematy hc/punk, ale o przeżycia wewnętrzne i postrzeganie świata. Nie podejmuję się klasyfikowania tego. Nie mi to oceniać. Może zażartuję, że RODE MOR to była undergroundowa poezja śpiewana lub „Art Hard Core Reggae Punk”.

17. W jednym z Twoich utworów śpiewanym przez NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ pojawia się problem wiwisekcji. Jak istotną rolę odgrywała kwestia ochrony zwierząt w działalności zwoleńskiej sceny hc/punk i w życiu jej członków? Mieszkając w Radomiu w internacie brałem udział w wystawach poświęconych wiwisekcji. Bardzo silnie to na mnie wtedy oddziaływało. Stąd tekst „Wiwisekcja”. Michał chciał to śpiewać. Miło. Zrobili fajny kawałek.

czwartek, 11 listopada 2010
Chwałowice 2007 w fotografii

2007 1

Fot. Ł. Smaga 29.09.2007

2007 2

Fot. Ł. Smaga 29.09.2007

2007 3

Fot. Ł. Smaga 30.09.2007

środa, 27 października 2010
Zabytkowy młyn wodny w Bałtowie

Opracował: Ł. Smaga

Młyn1

Fot. Ł. Smaga 18.09.2010

Młyn zlokalizowany jest w północnej części Bałtowa, nad rzeką Kamienną, w bezpośrednim sąsiedztwie Bałtowskiego Parku Jurajskiego, na tak zwanym Poniku, stanowiącym niegdyś osadę młyńską. Wystawiony został na przełomie XIX i XX wieku przez księcia Aleksandra Druckiego - Lubeckiego. Młyn tworzą dwa budynki stojące naprzeciw siebie, po obu stronach rzeki, oznaczone obecnie jako: młyn I i młyn II oraz budynek administracyjny, pierwotnie przeznaczony na siedzibę zarządu młynów i mieszkanie młynarza. Do tego zespołu młyńskiego należy także zaliczyć: jaz na Kamiennej, o konstrukcji drewniano - murowanej, elektrownię wodną oraz staw młyński. Znajdujący się na prawym brzegu Kamiennej młyn I, stanął w miejscu starego drewnianego młyna, wzniesionego w XIX wieku przez Małachowskich. Młyn został uruchomiony w 1903 roku.

Młyn2

Fot. Ł. Smaga 18.09.2010

Napędzany turbiną wodną od chwili swego powstania spełnia nieprzerwanie przeznaczoną mu funkcję i pracuje do dnia dzisiejszego, przez trzy dni w tygodniu. Konstrukcja zewnętrzna i wewnętrzna obiektu zachowała się w zasadzie w niezmienionym stanie. Wiele urządzeń i sprzętów stanowiących wyposażenie zakładu zostało po wojnie kilkakrotnie wymienionych i zmodernizowanych. Konstrukcja wewnętrzna młyna liczy cztery kondygnacje i wykonana jest w całości z drewna. Obecnie jako „żywe muzeum” młyn udostępniony jest zwiedzającym i stwarza możliwość ujrzenia „na własne oczy” procesu przemiany ziarna w mąkę i uświadomienia sobie, jakich umiejętności wymagała praca młynarza. W młynie znajduje się również galeria, w której organizowane są sezonowe wystawy.

Młyn3

Fot. Ł. Smaga 18.09.2010

Tekst został opracowany na podstawie: http://www.juraparkbaltow.pl/index.php?go=program, http://ostrowiec.travel/pl/informator_turystyczny/co_zobaczyc/o,48,mlyn_wodny_w_baltowie.html, http://www.baltow.info/atr_stary_mlyn.htm

piątek, 15 października 2010
Kolejka wąskotorowa Iłża - Marcule

Opracował: Ł. Smaga

stacja

Stacja kolejki w Iłży. Fot. Ł. Smaga 10.08.2008

Po drugiej wojnie światowej powrócono do przedwojennej koncepcji budowy kolejki ze Starachowic do Iłży. W 1948 roku Rada Państwa podjęła decyzję o budowie, w 1949 roku rozpoczęto budowę, zaś 1 września 1951 roku uroczyście odprawiono pierwszy pociąg osobowy. Planowano również dalsze połączenie z Lipskiem lub Solcem nad Wisłą, lecz tego zamierzenia nigdy nie zrealizowano. Linia podlegała Polskim Kolejom Państwowym, miała ponad 20 kilometrów toru, w tym 14 nowego.

archiwalne

Archiwalne zdjęcie lokomotywy przed stacją w Iłży.

Od końca lat pięćdziesiątych kursowały dwa składy pociągów dziennie po 6 wagonów każdy, wożąc pracowników do zakładów w Starachowicach, głównie do Fabryki Samochodów Ciężarowych w Starachowicach, a także do Zakładów Górniczo-Hutniczych w Zębcu. W ruchu towarowym kolejka przewoziła do Starachowic głównie drewno, rudę żelaza, wapno z wapienników iłżeckich, natomiast węgiel i wszelkie materiały budowlane - na skład w Iłży. Na odcinku do Iłży użytkowano początkowo 4 parowozy serii Px 2 i Tx 28, a następnie Px 6, wykonane przed rokiem 1939. Po krótkotrwałym korzystaniu z amerykańskich lokomotyw serii Pxu sukcesywnie wprowadzano nowe parowozy serii Px 48 i Px 49, okresowo pracowała również lokomotywa Px 29. Następnie sprowadzono polskie lokomotywy spalinowe o oznaczeniu Lyd 1, a pod koniec lat siedemdziesiątych wycofano ostatecznie parowozy. W początkowym okresie eksploatacji kolejki do Iłży jako wagonów osobowych używano „towosów”, czyli wagonów towarowych przerobionych na osobowe. Stopniowo sprowadzano nowe o oznaczeniu 1 Aw.

kolejka

Kolejka na stacji w Iłży. Fot. Ł. Smaga 10.08.2008

Od początku lat siedemdziesiątych w związku z rozwojem transportu samochodowego (osobowego i towarowego) zaczął maleć ruch na kolejce. Sytuację próbowano ratować wprowadzając w 1975 roku ruch przewóz wagonów normalnotorowych na specjalnych transporterach. Konieczność realizacji takiego transportu na specjalnych zestawach szynowych, wymusiła sprowadzenie ciężkiej lokomotywy rumuńskiej Lxd 2. Do 1987 roku ruch towarowy prowadzono normalnie, ale od 1988 roku jego znaczenie zaczęło spadać i zanikł ostatecznie w roku 1997. Z kolei ruch pasażerski kolejką został zawieszony już w 1986 roku.

lokomotywa

Kolejka na stacji w Marculach. Fot. Ł. Smaga 10.08.2008

Fundacja Polskich Kolei Wąskotorowych oraz Starostwo Powiatowe w Starachowicach podjęły się odbudowy odcinka Starachowice - Iłża. W roku 2004 przywrócono przewozy pasażerskie na odcinku Starachowice - Lipie, a następnie wznowiono kursy turystyczne na odcinku Iłża - Marcule.

Tekst opracował Ł. Smaga na podstawie: A. Cygan, Starachowickie kolejki wąskotorowe. Z dziejów Powiatu Starachowickiego, Starachowice 2005, s. 7-8, 10-11, 16, 49-54.

sobota, 25 września 2010
Szlaki turystyczne przebiegające przez Chwałowice

Opracował: Ł. Smaga

szlak1

Czerwony szlak rowerowy (Osiny - Chotcza Józefów) i krzyżujący się w tym miejscu zielony szlak rowerowy (Krupów - Iłża). Fot. Ł. Smaga 31.08.2008

Przez Chwałowice przebiegają dwa szlaki rowerowe: zielony i czerwony. Zielony szlak rowerowy wokół Iłży (Krupów - Iłża) biegnie przez następujące miejscowości: Krupów - Pomorzany - Gaworzyna - Krzyżanowice - Jedlanka - Chwałowice - Prędocin - Podkońce - Rybiczyzna - Borcuchy - Marcule - Maziarze - Jasieniec - Białka - Iłża. Szlak ten w Chwałowicach przebiega obok Wójtowskiego Młyna, przez Podjedlankę, wzdłuż szosy Małomierzyce - Iłża, przed Szkołą Rolniczą skręca w lewo i dalej biegnie przez Nową Wieś do Prędocina. Czerwony szlak rowerowy wokół Iłży (Osiny - Chotcza Józefów) przebiega przez takie miejscowości jak: Osiny - Pakosław - Iłża - Chwałowice - Małomierzyce - Antoniów - Kunegundów - Bąkowa - Wielgie - Gardzienice Kolonia - Ciepielów - Chotcza Józefów. Szlak ten w Chwałowicach pokrywa się w całości z trasą szosy z Iłży do Małomierzyc.

Szlak2

Czerwony szlak rowerowy (Osiny - Chotcza Józefów). Fot. Ł. Smaga 29.09.2007

środa, 22 września 2010
Grodzisko w Iłży

Opracował: Ł. Smaga

Grodzisko1

Widok grodziska od strony szosy. Fot. Ł. Smaga 16.08.2008

Położone we wschodniej części miasta przy szosie do Chwałowic w pobliżu starego cmentarza i Kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Jest to najstarszy zabytek miasta, pierwotny ośrodek władzy, pozostałość po starym grodzie, który dał początek Iłży. Powstał na przełomie XI i XII wieku. Był to niewielki gród strażniczy (załoga liczyła kilkanaście osób) o wysokości około 8 metrów i wymiarach: ze wschodu na zachód około 30 metrów, zaś z północy na południe około 20 metrów, w kształcie ściętego stożka na planie owalnym, o stromych zboczach. Wewnątrz grodziska odkryto ślady budowli drewnianej zbudowanej na planie kwadratu o długości boku około 9 metrów. Prawdopodobnie była to wieża, której ściany wzmocniono, oblepiając gliną. Wieża otoczona była wałem drewniano-ziemnym. Wał pierwotny został w czasie funkcjonowania gródka znacznie podwyższony. Fosa o głębokości około 1,5 metra między grodziskiem a murem dzisiejszego cmentarza odcinała gród od dalszej partii wzniesienia, na terenie którego znajdowała się osada z drewnianym kościółkiem, zbudowanym prawdopodobnie w XII wieku. Obecnie część dawnego podgrodzia zajmuje cmentarz. W XIII wieku osada była siedzibą kasztelanii. W trakcie wykopalisk znaleziono duże ilości gwoździ żelaznych (łączenie konstrukcji drewnianych), bełt kuszy, nożyki żelazne, przęślik, fragment oprawki kościanej.

Grodzisko2

Widok grodziska od strony pól. Fot. Ł. Smaga 03.04.2010

Najazdy tatarskie w latach 1241 i 1260 zniszczyły miasto. Być może zniszczenie grodziska, który niewątpliwie spłonął, jak i samej osady dopełniły walki między Władysławem Łokietkiem a biskupem krakowskim Janem Muskatą w 1307 r. W końcu XIII wieku miasto przeniosło się na teren obecnie zajmowany. Grodzisko jest nazywane „Okopami Szwedzkimi”, Kopcem Tatarskim” oraz „Kurhanem Tatarskim”, co wskazuje na mniemanie, że jest to zbiorowa mogiła pomordowanych przez Tatarów mieszkańców Iłży.

Grodzisko3

Widok grodziska od strony szosy. Fot. Ł. Smaga 03.04.2010

Tekst powyższy został opracowany na podstawie: J. Kuczyński, Iłża, KAW, Kielce s. 7; M. Kaniewski, L. Konopnicki, Obiekty archeologiczne na Ziemi Kieleckiej, SKPŚ, Warszawa 1985, s. 75; J. Gołębowski, Iłża, SKPŚ, Warszawa 1975, s. 4-5; A. Bednarczyk, Iłża, KAW, Kraków 1981, s. 4-5; M. Cieślak-Kopyt, I. Micke, E. Skubicha, W. Twardowski, Radomskie - Alfabet wykopalisk, RTN, Radom 1994, s. 56-57.

niedziela, 12 września 2010
Odlewnia "Kamienna" w Skarżysku-Kamiennej

Opracował: Ł. Smaga

Odlewnia1

Budynki odlewni przy ul. 3 Maja. Fot. Ł. Smaga 06.07.2010

Od 1817 r. w osadzie Kamienna (obecnie Skarżysko - Kamienna) funkcjonowała fryszerka, czyli zakład metalurgiczny, w którym surówka wielkopiecowa przerabiana była na stal. W 1880 r. powstała na miejscu dawnej fryszerki odlewnia prywatna (firma „Palissa, Łukaszewicz i Ska”). Posiadała 4 żeliwiaki na koks, maszynę parową o mocy 8KM, i produkowała między innymi rury żeliwne, kuchenne i inne. Później nabył ją Jan Witwicki (w 1885 lub 1887 r.) przystępując do rozbudowy i modernizacji zakładu, dając początek odlewni „Kamienna”. Następnie Jan Witwicki przystąpił do budowy nowoczesnej emalierni, która bardzo szybko zyskała dużą renomę w królestwie, jak i cesarstwie. Specjalnością odlewni były elementy centralnego ogrzewania oraz wodociągów i kanalizacji, urządzenia sanitarne oraz naczynia kuchenne. W 1897 r. Witwicki wydzielił część terenów i zorganizował Towarzystwo Akcyjne Zakładów Żelaznych i Stalowych „Skarżysko”, które zbudowało dwa wielkie piece i gruszkę besemerowską (konwertor do wyrobu stali, który wynalazł brytyjski inżynier Henry Bessemer). Ta nowoczesna na owe czasy stalownia zatrudniała około 600 osób. Obok produkcji stali spółka otworzyła nowy zakład: „Neptun”, który produkował cement „portland”. W 1906 r. „Skarżysko” zbankrutowało i obydwa zakłady zostały zamknięte. Odlewnią „Kamienna”, która nadal funkcjonowała, po śmierci Jana Witwickiego kierował jego syn Kazimierz.

Odlewnia2

Budynki odlewni przy ul. 3 Maja. Fot. Ł. Smaga 06.07.2010

Jan Witwicki urodził się 10 marca 1844 r. w Kszczonowie (obecnie Krzczonów w gminie Drzewica). Nauki pobierał w szkole Jana Nepomucena Leszczyńskiego. W wieku 19 lat brał udział w Powstaniu Styczniowym (1863 r.), podczas którego został ranny. Po klęsce powstania uniknął internowania i wyjechał do Paryża, gdzie kontynuował naukę. W 1865 r. został przyjęty na uniwersytet w Liege w Belgii, który ukończył w 1869 r. Następnie odbywał praktykę zawodową w Poznaniu, w zakładach Hipolita Cegielskiego. W latach 1869-1878 pracował w Petersburgu, a w lipcu 1878 r. został naczelnikiem warsztatów i dyrektorem oddziału technicznego transsyberyjskiej drogi żelaznej w Permie na Uralu. Na ziemie polskie wrócił w 1885 r., dysponując dużym kapitałem i doświadczeniem zawodowym. Początkowo dzierżawił zakłady wyrobów żelaznych i odlewnie (Bliżyn, Ruda Maleniecka, Mroczków w powiecie koneckim), by kupić nieczynną odlewnię w Kamiennej w dawnym powiecie iłżeckim. Odlewnia „Kamienna” z każdym rokiem rozwijała się coraz lepiej a jej wyroby znane były szeroko w Polsce i poza granicami. Pod jego opieką powstała przy fabryce wzorowa szkoła, pomoc lekarska. Założył orkiestrę dętą oraz patronował lokalnemu chórowi, a jego dom był miejscem licznych koncertów, w których sam brał udział, grając na wiolonczeli. W 1884 r. Jan Witwicki powołany został na Członka Rzeczywistego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1899 r. założył pierwszą w Kamiennej ochotniczą straż ogniową. 30 sierpnia 1903 r. doszło do wypadku, który był brzemienny w skutkach. Powóz, którym jechał Jan Witwicki miał na przejeździe w Skarżysku kolizję z pociągiem i Jan podupadł na zdrowiu. Po kilku latach, 29 maja 1908 r. zmarł a jego ciało złożono w rodzinnym grobie na cmentarzu w Bzinie. Odlewnią „Kamienna” po śmierci Jana Witwickiego kierował jego syn Kazimierz. Po zajęciu Kielecczyzny przez wojska sowieckie w czasie zimowej ofensywy - NKWD lub „Siersz” w dniu 20 stycznia 1945 r. dokonały zatrzymania i deportowania w głąb b. ZSRR Kazimierza Witwickiego, który wrócił do kraju we wrześniu 1947 r., jednak ciężko chory, zmarł w 1950 r.

Tekst powyższy został opracowany na podstawie: http://www.skarzysko.org/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=137, http://www.skarzysko24.pl/content/view/822/222/, http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/260ABA8E, http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080625/POWIAT0110/208974997, http://jozwa22.republika.pl/7/dokumenty.htm, http://www.skarzysko.org/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=5

Odlewnia3

Budynki odlewni przy ul. 3 Maja. Fot. Ł. Smaga 06.07.2010