Wszelkie informacje, zdjęcia i materiały na temat Chwałowic mile widziane i żmudnie poszukiwane. Proszę się nimi dzielić, a być może znajdzie się też dla nich miejsce w tym miejscu. email: bagyage@gmail.com
czwartek, 27 września 2018
Bitwa pod Iłżą 1831

Zwycięska dla powstańców bitwa powstania listopadowego w miejscowości Iłża i na przedpolu Iłży (trójkąt: Iłża-Krzyżanowice-Chwałowice), która miała miejsce 09.08.1831. Wojskami Polskimi dowodził gen. Samuel Różycki, zaś rosyjskimi gen. Ksenofont Kvitnitsky. Poniżej opis bitwy zaczerpnięty z dzieła pt. „Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831: od epoki na której opowiadanie swoje zakończył Maurycy Mochnacki przez Ludwika Mierosławskiego. Tom VI” (Paryż 1875). Więcej na ten temat można się dowiedzieć z książki Tomasza Glińskiego pt. „Bitwa o Iłżę w Powstaniu Listopadowym” (Iłża 2014).

bitwa1

„Poszkodne czucie do Kalinkowskiego, którego ciągle gdzieś wyglądał na południku Radomskim i równie ułudny wabik do Obuchowicza po tej linii, pchał Różyckich naprzód; nie później tedy jak po półtorej godzinie dobrze już od świtu zarobionego wytchnienia, Jenerał nakazał dalszy marsz ku Radomiowi, znowu przez las czteromilowy. Czoło kolumny przez pole aż do Krzyżanowic trzymała jazda Wołyńska, kiedy nie doszedłszy na półdrogi do tej wsi, dostrzegła na prawo, od Chwałowic, debuszującą konnicę także, a więc nie oddział Kalinkowskiego. Niebawem, szwadrony te przepuściły działa, które kilkoma wystrzałami obwieściły niezawodną obecność Moskwy w poprzek naszego pochodu. Była to kolumna Kwietnickoja, która idąc od Kazanowa, z Chwałowic rozchodziła się na dwie: sześcioma szwadronami zabiegała nam trakt Radomski przez Krzyżanowice, a dwoma batalionami i półbateryą, w której dwa jednorogi, po prawym brzegu rzeczki szła wprost na miasto. Wypadało nam powziąść szybkie postanowienie i albo przebić się wręcznym bojem na polu przez nieodgadnionej głębokości zaporę, albo też skorzystać z Iłżańskiej topografii, dla przyjęcia za jej osłoną boju odporno-zaczepnego. Jenerał tę drugą obrał zaradę, w wypadku bardzo trafnie, choć nieco ryzykownie; bo gdyby nie zarozumiała niecierpliwość Kwietnickoja, mogliśmy w tej jamie doczekać się za kilka godzin jego i Księcia Wirtemberskiego obławy, Rydygerskich posiłków za Kwietnickojem nie licząc. Szczęściem dla nas, wpierw nadeszły, nieprzyjaciel zbyt podziału wawrzynów druhom swym zazdroszcząc, natychmiast przystąpił do attaku. Jenerał wycofnąwszy się z pola, zaledwie miał czas północne zabudowania przed cieśniną obsadzić dla oka jedną kompanią strzelców Grotusa, z odwodem do obmurowanego cmentarza, a dwie pozostałe tegoż batalionu kompanie wraz z dywizyonem Kwiatkowskiego zaczaił na prawo strugi w dawnem mieście, w zupełnem zakryciu za górą i zamczyskiem.

bitwa2

Na lewo miasta i strugi, za wyniosłością cmentarza, podobnież ukrył batalion kosynierski 22go pułku, a po przed nim, na płaskowzgórzu dalej na lewo, jak najwystawniej kazał się rozwinąć szwadronom Karola Różyckiego. Mogło się nieprzyjacielowi wydawać, że tylko z tą jazdą i garstka strzelców przed cieśniną będzie się miał do rozprawienia. Dowódzca Wołyńców, niezmiennym obyczajem dwa szwadrony z pół szwadronowym przedziałem rozsunął się w jeden szereg i jedną linię, zajmującą prawie do Starosiedlic front czterech Moskiewskich; dwa drugie w niejakiej oddali, także jednoszeregowo, ale w półszwadronowych kolumnach, stanowiły rezerwę. Staczające się lekko ku nieprzyjacielowi płaskowzgórze nadawało temu szykowi perspektywę silnej brygady, a poważny spokój pionowo sztachetnych lanc, wejrzenie najregularniejszego wojska. Dragonów występujących od Krzyżanowic na płaskowzgórze, przegradzał do kolumny pieszej i armat wychodzących z Chwałowic bardzo przykry parów rzeczki; przeciwnie, nasze skrzydła mocno i swobodnie wiązały się w mieście. Dwa dywizyony dragonów a 3ci strzelc. kon. w kolumnie, acz liczebnie więcej niż o jedną trzecią przemagające nasz pułk, bardzo powolnie i nieśmiało zbliżywszy się doń na kroków dwieście, zatrzymały się jakby dla rozsunięcia się do karabinkowej palby, ale K. Różycki od tej subjekcyi zaraz je uwolni. Tymczasem nęcona zniknięciem naszego prawego skrzydła za zamkową górą, artyllerya Kwietnickoja towarzysząc zbliżającej się szybko piechocie, odprzodkowała niedaleko od kaplicy i wzięła na wskroś między – miejską cieśninę, a kościół na cel szczególny. Za wtórym strzałem, trafny granat podpalił drewnianą dzwonicę, a ztąd pożar rozdmuchany silnym wiatrem po posusze rozniósł się w mgnieniu oka na gontowe domki, i aż na gęsty stercz drewnianych krzyżów na cmentarzu. Kompania strzelców prawie bez odstrzału odstąpić musiała północnego przedmieścia i cmentarza batalionowi moskiewskiemu, z obawy bezradnego odcięcia się pożarem od połaci południowej.

bitwa3

Piechota moskiewska nfnie tedy wpada przez wąwóz na rynek starej Iłży; ale tu ją niemal dopierśnie ze wszystkich uliczek, wielu domów, a nawet okien palącego się kościoła wita śmierć okólna. Za uchodzącą tłumnie przez wąwóz, zrywa się przeciągły okrzyk „Jeszcze Polska nie zginęła!” a szybko zebrane w kolumnę kompanje Grotusa i Kwiatkowskiego, samem tem przekleństwem, pędzą Moskwę przez pożogę aż po kaplicę. Równając się na nie, od lewego kosynierstwo Szumskiego z Jenerałem na przodzie wychyla się na pagórek cmentarny i równie śmiało jak bezpiecznie zachodzi na lewą flankę kolumny dragonów, która się właśnie w tej chwili rozlatuje od uderzenia Wołyńców. Można powiedzieć, że cały ten zwrot zaczepny, prawie jednoczesny od końca do końca linii bojowej, nie trwał dłużej jak rozgłos grzmotu po gromnem trzaśnięciu; a pozostał bez odwetu. Jakoż, na widok batalionu w ucieczce rozsypującego mu się pod kaplicą, Kwietnickoj nie tylko że go rezerwowym czy wesprzeć, czy zastąpić nie pomyślał, że oba zamieszane z działami co żywo cofnął pod Chwałowice, a to z powodu nierównie jeszcze groźniejszego dla się widowiska po drugiej stronie parowu. Za bezbojnem wkroczeniem swojej piechoty na północne przedmieście, jenerał Moskiewski posłał pułkowi dragonów rozkaz uderzenia na nasze lewe skrzydło bez pukaniny. Za pierwszym drgnieniem Moskwy, Karol Różycki wybiegłszy o pięćdziesiąt kroków przed front, wydaje komendę „Szwadrony naprzód!” i osobiście całym cwałem konia godzi w majora Hening, który ze swej strony, hamowanym kłusem nieco wyprzedzał dywizyon znaczący szarżę z naśladowniczem umiarkowaniem. Nasz Horacyusz pędem i cięciem zrzuca przeciwnika ze siodła, ale bez obejrzenia się więcej następnych Kuracyuszów; bo sam nie minął we krwi się tarzającego, kiedy nań już od prawego i lewego wyrównane przy okrzyku „Sława Bohu”! a ledwie od cwału zgięte grzebienie grotów, tkwiły w karkach dragońskiej ciżby, szeroko ją przeskrzydlając. Pułkownik moskiewski zaplątany w kołtun złamanego dywizyonu ginie z sześdziesięcio jeźdźcami; owdowiałe konie pospołu z obsadzonemi wpadają na następny, wywracając go i wzrastającą lawiną zagniatają trzeci. Rozhukany od popłochu tabun uchodzi najprzód rdzennie zkąd przyszedł, ale Przyborowski i Dłuski rezerwowe szwadrony wypuściwszy lewem ramieniem naprzód, zabiegają mu drogę do Krzyżanowic i zaganiają na parów, prawem w tył. Massa porażeńców przegramoliła się wprawdzie przez tę zawadę, ale swoją rozsypką zupełnie zasypała piesze skrzydło Kwietnickoja na polu Chwałowic i znowu odprzodkowanym przeciwko naszemu prawemu działom wyloty zatkała.

bitwa4

Tej mistrzowskiej szarży i równie mistrzowskiemu po niej oskrzydleniu, winniśmy, że całe zwycięzstwo nasze opłaciło się trzydziestoma rannymi czy poległymi w piechocie, a w kawaleryi kilku draśniętymi, między którymi od kolczatego ścisku sam dowódzca. Dragonów z pożądańszymi od nich końmi dostało się ośmdziesięciu trzech do niewoli. Od ciężkich ran czy śmierci legło ich na polu brzegiem parowu aż do Malenia, sto ośmdziesięciu; lżej pokłutych, konie przez parów poniosły może drugie tyle; w piechocie moskiewskiej rannych i zabitych, przeszło pięćdziesiąt. Od początku do końca rozprawy bardzo ufny i przytomny, Jenerał od kosynierów ustawionych w czworobok przedd cmentarzem, jako oś nieruchoma zwycięzkiego zachodzenia naszej kawaleryi, pobiegł na swoje praw skrzydło. Tu troskliwie uhamował debuszowanie Grotusa i Kwiatkowskiego z odzyskanego przedmieścia na nagie pola Chwałowic, po powtórnym ogniem moskiewskiej artylleryi; rozważył, że nie ten ogień, to sama zamieć uciekających poprzecznie dragonów byłaby połamała niewprawne szyki naszym strzelcom po tej nagiej równinie, a nieprzyjaciela by nie doścignęli. Jakoż i bez naszej gonitwy, o godzinie czwartej z wieczora, wszelka Moskwa znikła nam z oczu, chowając się w las za Chwałowice. Można by się tu spytać dlaczego, drąc łyko póki się da, Karol Różycki nie próbował przeskoczyć bagnistego parowu za uciekającymi dragonami i z piechotą naszą, która z miasta debuszowała na pole Chwałowic, wziąwszy w klamrę trzy zmieszane bronie nieprzyjaciela nie poszukał sposobności ułowienia dział moskiewskich w tym zamęcie? (…)

bitwa5

Ostatecznie, potyczka sławniejsza niż krwawa, bezpośrednim zyskiem o wiele nie wynagradzała nam klęski ponaszanej o tej samej godzinie, o mil ztąd dziesięć, nad brzegiem Wisły; jednakże, nie nadarzy się już na tym obszarze walka tak skromnego rozmiaru, a któraby swemi moralnemi następstwami donioślej dała się poczuć obu stronom wojującym. Można powiedzieć, że trwoga zabobonna, jaką raz z tego bojowiska rozniosły białe czapki wśród licznej jazdy Rydygera, całą rozbroiła na resztę kampanii, niemal równą kilkotysięcznego niegdyś korpusu Dwernickiego urobiając famę, pięć kroć szczuplejszemu hufcowi Karola Różyckiego. Nie nasza wina, że tylko sześć szwadronów moskiewskich podstawiło się tutaj naszej straży, bo kto ją zrozumiał wyznać musi, że po przewróceniu dwóch naczelnych, cztery czy dziesięć następnych, raz rozpędzonym grotom Wołyńców znacznej by nie zrobiły różnicy. A ponieważ główna siła Rydygera polegała na jeździe, obaczemy że dość mu tej jednej przestrogi, ażeby więcej niż do samobójczego schyłku powstania, stanowczego starcia z Samuelem Różyckim nie szukał, a przeto dostateczna swobodę ruchów i naborów powyżej równoleżnika Radomsko-Kazimierskiego nam zostawił. Od tego dnia, jakby zamroczona dymem iłżeckiego pożaru, mnożąc nieobrachowanych zwycięzców przez niewyczerpalne z przypuszczenia nabory, Moskwa w sześciornasób nas widziała; więc jedynie swej drogi do mostu Kazimierskiego pilnując, odpornie się skurczy na kilkomilowo promiennem kolisku Radomia; ale co tego, to już jej przeszkodzić nie było czem. Jakoż tutaj, sytuacya tysiąca kilku set zwycięzców, bez artylleryi, rezerw ni zaręczonych posiłków, miała pełno stron ujemnych, które się żadną sławą naprawić nie dawały. Znowu trzeba się było wymknąć ztąd jak wczoraj z Opatowa, ażeby się bezradnego obsaczenia nie nabawić. Skoro trudny do obliczenia napastnik chodź odparty, samym że odwrotem swoim  zasuwał nam drogę do Radomia, snadź massa Rydygera nie daleko, a nasz związki z miastem wojewódzkiem niepowrotnie przepadły. Gdzież się teraz podzieją Kalinkowski i Obuchowicz, którzy na tym punkcie, lub na drodze od niego wiodącej zejść się mieli z kolumną jeneralską? Pytanie, na które nie było nawet czasu sobie odpowiedzieć, bo około godziny piątej, kiedy się jeszcze Kwietnickoj nie zupełnie otulił lasem Chwałowic i Jedlanki, oddział tyłozwiadny poprzedzony kilku najosadniejszymi jeźdźcami, przybiegał donosić, że Kże Wirtemberski idąc od Ostrowca przez las Miłkowski, za godzin parę będzie pod Iłżą.”